Padem o ścianę

E3 – podsumowanie konferencji Microsoftu

Paweł Jastrzębski

Wczoraj wieczorem odbyła się konferencja Xboxa przed targami E3 2019. Z racji braku bezpośredniego konkurenta spodziewano się, że Microsoft pozamiata. Nie wszystko jednak było tak kolorowo jak się można było spodziewać.

Konferencja w Microsoft Theater miała być największą, najważniejszą i najlepszą konferencją Xboxa w historii. Niestety po bardzo dobrym i mocnym początku tempo zdecydowanie zwolniło, by pod koniec trochę nudzić, mimo zaprezentowania aż 60 gier. Zapraszam na przegląd najważniejszych z nich (w kolejności mniej więcej chronologicznej).

Tak jak rok temu konferencja zaczęła się z wysokiego C (Halo Infinite) tak w tym roku  otworzyło ją Outer Worlds. Obsidian zaprezentowało bardzo klimatyczny zwiastun, w którym zarysowali tło fabularne, możliwości jakie stoją przed graczami, a także obiecano, wydawać by się mogło, rozbudowany system moralności. Premiera 25 października 2019 r. – gra w dniu premiery trafi także do Xbox Game Pass.

Następnie na scenie pojawili się przedstawiciele świeżo przejętego przez Microsoft Ninja Theory. Twórcy tak cenionych gier singlowych jak Hellblade, Heavenly Sword czy Enslaved tym razem wzięli się za Bleeding Edge – multiplayerową grę akcji, w której zmierzą się ze sobą dwie czteroosobowe drużyny. Całość wygląda jak Overwatch z mieczami, a ja nie mogę pozbyć wrażenia, że Ninja Theory idzie smutną ścieżką, jaką wydeptało BioWare, które swoim Anthem pokazało co się dzieję, gdy studio porzuca swój styl. Obym się mylił. Data premiery Bleeding Edge nie jest jeszcze znana, ale pierwsze beta testy odbędą się już 27 czerwca. Gra również ma trafić do Xbox Game Pass w dniu premiery.

Kolejną zaprezentowaną grą był bardzo gorąco przeze mnie oczekiwany Ori and The Will of Wisps – tym razem oprócz całkiem klimatycznej walki z pająkiem, nie zaprezentowano wiele z gameplaya, ale w końcu podano datę premiery – Ori zawita na nasze konsole 11 lutego 2020 r. i również w dniu premiery trafi do Xbox Game Pass.

Następnie Microsoft przedstawił coś co powinno ucieszyć dziecięcych fanów Minecrafta – wiosną 2020 r. pojawi się Minecraft Dungeon – gierkę, która do złudzenia przypomina klockową wariację na temat Diablo. Gra również w dniu premiery pojawić się ma w Xbox Game Pass.

Dopiero po tej pajdzie gier na scenę zawitał gorąco witany Phil Spencer. O dziwo jednak nie przedłużał i nie rozwlekał za bardzo PR-owej gadki i mogliśmy przejść do kolejnego tytułu, który było Star Wars Jedi: Fallen Order, które mogliśmy obejrzeć na wcześniejszych EA Play. Tym razem nie był to gameplay a prerenderowany zwiastun, jednak prezentuje się na tyle interesująco, że bardzo mocno rozważam ogranie blisko premiery – niech tylko załatają ją porządnie 😉

Kolejnym większym zaprezentowanym tytułem był bardzo ciepło przyjęty Cyberpunk 2077. Co ciekawsze po krótkim zwiastunie na scenie pojawił się chyba jeszcze cieplej przyjęty Keanu Reeves (chyba wiele się nie pomylę jak zaryzykuję stwierdzenie, że jest to jeden z bardziej lubianych hollywoodzkich aktorów), który nie dość, że będzie odgrywać jedną z postaci w grze (za to, że Redom udało się to utrzymać w tajemnicy należą się wielkie pochwały), to jeszcze ogłosił datę premiery – Cyberpunk 2077 pojawi się 16 kwietnia 2020 r. Niestety nie zaprezentowano gameplaya, ale z samego zwiastuna wylewa się taki klimat, że nie sposób nie czekać na premierę z wywieszonym jęzorem.

Po Cyberpunku przyszła pora, by dopieścić trochę PCtowców – zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, Microsoft wprowadził Xbox Game Pass na komputery osobiste. Dzięki temu posiadacze komputerów będą mogli zagrać m.in. w kompletne przygody Master Chiefa czy w Metro Exodus w ramach jednego taniego abonamentu. Jednocześnie Microsoft wprowadził Xbox Game Pass Ultimate, który łączy w sobie konsolową i PeCetową wersję abonamentu plus abonament Xbox Live Gold. Dodatkowo na start abonament kosztuje 4 zł za miesiąc, a jeśli macie aktywne obie usługi, to jego wykupienie połączy je w jedno i przedłuży czas aktywności.

No dobra, ale wracamy do gier, bo to w końcu one są najważniejsze. Kolejną grą od Xbox Games Studios będą Battletoads – kolejna cześć klasycznych chodzonych bijatyk, w której wcielimy się w kultowych Zitz, Pimple i Rasha. Zaprezentowany materiał przedstawia odpowiednią garść rozgrywki, a za najważniejszą informację wypada chyba uznać potwierdzenie trzyosobowego coopa dostępnego zarówno lokalnie jak i po sieci. Niestety nie podano dokładnej daty premiery, ale wiadomo, że od razu trafi do Xbox Game Pass.

Kolejnym dużym ogłoszeniem było zaprezentowanie Microsoft Flight Simulator, który wykorzystywać ma moc Microsofotwej chmury, dzięki czemu ma zaoferować niemalże fotorealistyczną grafikę. Na zaprezentowanym materiale wygląda obłędnie – jeśli gra nie zaliczy downgrade, to będzie to najładniejsza gra jaka zawitała na domowe sprzęty – coś pięknego.

Miłośników indyczego gdakania na bank ucieszył tradycyjny panel w którym pokazano montaż najciekawszych gierek, wychodzących w programie ID@Xbox

Następnie na scenie pojawił się Tim Shafer – szef świeżo nabytego przez Microsoft Double Fine. Zaprezentował on świeżutkie Psychonauts 2, które pojawi się jeszcze w tym roku i od dnia premiery dostępne będzie w Xbox Game Pass.

Dla mnie jednak największe ogłoszenie przyszło później – a to za sprawą prezentacji Gears (of War) 5 – najpierw Microsoft rzucił jakiś w założeniach psychodeliczny trailer z Kait w roli głównej:

a potem szef The Coalition zaprezentował nowy kooperacyjny tryb Escape, w którym trójka graczy zakrada się do siedliska Roju, by podłożyć bombę. Nie wiem czemu, ale mi ten tryb mocno kojarzył się z trybem Zombie w kolejnych Call of Duty, ale wygląda naprawdę fajnie.

Gears 5 pojawi się 10 września i od razu trafi do Xbox Game Pass. Posiadacze edycji Ultimate, która będzie częścią Xbox Game Pass Ultimate, zagrają 4 dni wcześniej. Już 17 lipca ruszą za to testy techniczne, a od 19 sierpnia będziemy mogli sprawdzić w ruchu nową wersję Hordy.

I tak jak te wszystkie informacje brzmią świetnie, a ja Gearsy uwielbiam, tak sama prezentacja pozostawiła mocne uczucie rozczarowania. Zabrakło mi fragmentów kampanii, pokazania samej Hordy, czy chociażby gry w ruchu – nie o taką prezentację nic nie robiłem 🙁

Niesmak po prezentacji Gearsów próbował zmyć zaprezentowany zaraz po Dying Light 2 – i poniekąd mu się to udało. Sam zwiastun skupił się na zaprezentowaniu nowych możliwości bohatera, a także fakt, że nasz bohater zarażony jest wirusem zamieniającym ludzi w zombie – będziemy mieć zatem do czynienia z jakąś formą walki z czasem. Dying Light 2 zadebiutuje na wiosnę 2020 r.

Swoje 5 minut na prezentacji otrzymały także zeszłoroczne exclusivy Xboxa – Forza Horizon 4 i State of Decay 2, które otrzymają swoje rozszerzenia – do tej pierwszej wprowadzone zostanę … klocki Lego, a drugie otrzyma coś co wydaje się długo oczekiwaną kampanią fabularną.

Ostatnią z zapowiedzianych ciekawych gier było Crossfire X – widowiskowa strzelanka która święci triumfy w Azji. Microsoft zajmie się jej adaptacją na zachodnie rynki, w zamian za co zaklepał sobie czasową konsolową ekskluzywność.

Bardzo ciekawie prezentuje się Elden Ring – czyli owoc współpracy George R.R. Martina oraz Hidetaki Miyazakiego z From Software. Całość utrzymana jest w mrocznym klimacie fantasy i jeśli tylko nie będzie to kolejny soulslike, to będzie warta rozważanie 😉

To chyba byłoby na tyle z gier – niejako w międzyczasie Microsoft zaprezentował jeszcze drugą wersję najlepszego moim zdaniem pada na rynku – Xbox Elite Wirelees Controller Series 2. Na pierwszy rzut oka wydaje się on być jeszcze bardziej rozbudowaną  wersją swojej poprzedniczki – czekam na ujawnienie ceny, ale mocno mnie zaintrygowali. Dodatkowym smaczkiem jest potwierdzenie, że nowa wersja Elitki będzie współpracować z Project Scarlett, czyli nową konsolą od Microsoftu.

Zgodnie z obietnicami Microsoft ujawnił także małe co nieco odnośnie nadchodzącego xCloud. Najciekawszym newsem wydaje się być umożliwienie uniezależnienia się od Microsoftu i potraktowanie swojego Xboxa jako prywatnego serwera, z którego będziemy mogli streamować swoje gry na dowolne urządzenie. Po rzuceniu tej informacji Phil Spencer płynnie przeszedł to zaprezentowania efektów prac nad nową generacją konsoli – Project Scarlett. Jego sercem ma być AMD Ryzen, który w teorii jest cztery razy mocniejszy niż ten zastosowany w Xbox One X. Dodatkowo cała architektura ma wykorzystywać dysk SSD, co według mądrych głów ma sprawić, że obce staną nam się ekrany ładowania.

Niestety nie pokazano ani wyglądu nowej konsoli, ani jej ceny ani dokładnej specyfikacji. Jedyne co o niej wiemy, to to, że zadebiutuje na święta 2020 r. a jej tytułem startowym będzie nowe Halo:

I to by było na tyle – po konferencji. Szczerze mówiąc to mocno mnie ona zawiodła, mimo, że na papierze wydaje się być naprawdę mocna. Spodziewałem się, że pod nieobecność Sony, Microsoft odpali takie petardy, że nie będzie czego zbierać. Tak się jednak nie stało – zabrakło mi ujawnienia tytułów nad którymi pracują wewnętrzne studia – chociażby takie The Initiative. Czekałem także  mocno na ujawnienie nowego Fable, zamiast tego jednak otrzymaliśmy masę prerenderowanych filmów, z których za wiele nie wynika. Śmieję się mocno z Sony i ich tendencji do wałkowania przez trzy kolejne E3 jednej i tej samej gry, ale jedno trzeba im przyznać – ich klienci wiedzą co ich czeka w perspektywie kolejnej pięciolatki – my niestety takiej pewności nie mamy.

Dodatkowo widać, że Microsoft mocno skupił się na Xbox Game Pass, co samo w sobie nie jest złe – ta usługa to zdecydowanie największy atut ich konsoli, ale widać mocny zwrot w stronę graczy PeCetowych. Szkoda także, że nie pokusili się o wydanie na Xbox One Age of Empires II, które przecież mogłoby wykorzystywać wsparcie dla klawiatury i myszki, którym tak się Microsoft chwalił. Zabrakło mi także większej ilości szczegółów o nowej generacji – zdaje sobie sprawę, że jest mocno wcześnie, by się wyprztykać z wszystkich informacji, ale coś więcej niż tylko gładkie teksty odnośnie bycia najpotężniejszym możliwym sprzętem by się przydało.

Dodatkowo na przejście bosą stopą po podłodze wyłożonej klockami Lego zasługuje osoba, która przyszykowała prezentację Gearsów – tak zmarnować potencjał, to sztuka jest.

Nie oznacza jednak, że nie było pozytywów – za ten zdecydowanie może uchodzić chociażby pojawienie się Keanu, który tradycyjnie pozamiatał. Również xCloud jawi się jako doskonała usługa – na dzień dzisiejszy wygląda dużo lepiej niż konkurencyjna Google Stadia i mam nadzieję, że tak zostanie. Dowiózł także Xbox Game Pass – zaopatrzenie się niego sprawi, że za śmieszne pieniądze będziecie mieli setki gier do ogrania, a sama usługa staje się czymś, czym kiedyś był Gold – absolutnie niezbędnym dodatkiem do konsoli.

Zdaje sobie sprawę, że tegoroczne E3 jest takim przejściowym okresem – nigdy tak wyraźnie nie było widać, że to już koniec generacji, ale jednak w ogólnym rozrachunku spodziewałem się czegoś więcej – a tak w swojej prywatnej skali oceniam tegoroczną prezentację na 5-6/10. Pozostaje czekać na przyszłoroczne E3 i liczyć, że będzie tam sztos, który pozwoli walczyć z Sony jak równy z równym.

 

 


Copyright © 2019 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.