Padem o ścianę

A Plague Tale: Innocence – Recenzja

Paweł Jastrzębski

A Plague Tale: Innocence od jednej z pierwszych zapowiedzi krążyło gdzieś na obrzeżach mojego zainteresowania. Słyszałem wiele dobrego o tej grze, ale jakoś nigdy nie na tyle, by mnie przekonało do dokonania zakupu. Kiedy jednak gra trafiła do Xbox Game Pass nie mogłem sobie odmówić ogrania tego tytułu.

A Plague Tale: Innocence zadebiutowało na Xbox One 19 maja 2019 r. i jest dziełem mało znanego francuskiego studia Asobo Studio – odpowiedzialnego m.in. z gry na licencji filmowej, takiej jak WALL-E, UP czy Ratatouille. A Plague Tale: Innocence jest w zasadzie ich pierwszą gra zahaczająca o kategorię AAA, tym większe wrażenie robi jej odbiór – gra legitymuje się bardzo dobrym wynikiem na metacritic – 83/100, a twórcy niedawno poinformowali o milionie sprzedanych egzemplarzy, co pozwala na myślenie nad kontynuacją.

A Plague Tale: Innocence to skradankowa przygodówka o zamkniętej strukturze map. Grę podzielono na 16 rozdziałów, w których co do zasady kierujemy Amicią. Sama rozgrywka nie jest przesadnie rozbudowana – w zasadzie sprowadza się do przebicia się z punktu A do punktu B. Ale to w jaki sposób gra nam to każe robić zasługuje na szczególne uznanie.

Główną bohaterką A Plague Tale: Innocence jest nastoletnia Amicia de Rune – francuska szlachcianka mieszkająca z rodzicami i młodszym bratemm Hugo, w XIV wiecznej Francji. Akcja gry toczy się wokół Czarnej Śmierci przetaczającej się właśnie przez całą Europę. Naszą bohaterkę poznajemy chwilę przed atakiem sił Inkwizycji na jej rodzinny dwór, w wyniku którego traci ona oboje rodziców i wraz z bratem zmuszona jest uciekać przed ścigającymi ich siłami, które z niewiadomych powodów za punkt honoru wzięły sobie położenie łap na Hugo. Sytuację utrudnia fakt, że z racji tajemniczej choroby Amicia i Hugo w zasadzie się nie znają, przez co trudno o telepatyczną nić porozumienia między tą dwójką. Sama fabuła nie jest zbyt odkrywcza – można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest prosta, ale nie warto tego traktować jako zarzut. Historia prowadzona jest na tyle umiejętnie, że ciągle trzyma za gardło. Nawet gdy fabułą zwalnia i sprowadza się do chwilowego zapychacza, to tylko po to, by za chwilę ponownie przyśpieszyć. W efekcie grając niemalże przez całą grę siedziałem na krawędzi kanapy nie mogąc się doczekać, co będzie dalej.

Nie ma się co oszukiwać – świat przedstawiony w A Plague Tale: Innocence nie jest zbyt przyjazny dla naszych bohaterów. Pomijając czających się wszędzie wrogów, na życie naszych bohaterów czyhają hordy krwiożerczych szczurów, bojących się tylko jednego – światła. Mamy więc dosyć ciekawy myk – z jednej strony musimy trzymać się cieni, by nie wykrył nas żołnierz, a z drugiej w cieniu czają się szczury, więc grę przechodzimy w klimacie ciągłego zaszczucia. Sytuacji nie ułatwia fakt, że nie możemy w zasadzie liczyć na przejście gry w trybie Rambo – Amicia jest bowiem cienka jak kompot ze ścierki. Na początkowych etapach za jej jedyny ekwipunek służy proca, którą owszem można zabić jednego czy drugiego przeciwnika, ale nie poszalejemy z nią zbytnio – w pierwszych rozdziałach służy jedynie za miotacz odwracających uwagę kamieni. Później nasza bohaterka uczy się, jak wytwarzać specjalne pociski, które mogą zapalać, lub gasić pochodnie, kierować szczury w konkretne miejsce czy zmuszać opancerzonych wrogów do ściągnięcia hełmu, przez co staną się podatni na strzał w łepetynę. Jednak i to nie sprawi, że możemy porzucić skradanie się – w dalszym ciągu nasz styl gry opierać się będzie na cichej eliminacji wrogów bądź ich omijaniu.

Stąd praktycznie na każdym kroku wypatrujemy elementów, które możemy wykorzystać przeciwko naszym wrogom. Jeśli przykładowo widzimy, że ciężkozbrojny nosi pochodnie, którą rozgania kręcące się szczury, możemy specjalnym pociskiem zgasić mu tę pochodnie i sprawić, by szczury zrobiły robotę za nas. Podobnie warto wyszukiwać wszelkiego rodzaju elementy, które możemy strącić procą i w efekcie zabić wroga za nas. W grze jest kilka momentów, w których musimy wziąć jednak sprawy w swoje ręce i „ręcznie” ubić wrogów, ale można je policzyć na palcach jednej ręki pijanego drwala – przez większość rozgrywki musimy się pilnować i ostrożnie dobierać moment do ataku, a także pogodzić się z faktem, że nie ma nic hańbiącego w ucieczce przed wrogiem.

Jednocześnie pojawia się tutaj pewien zgrzyt – A Plague Tale: Innocence jest bowiem grą łatwą – powiedziałbym nawet, że za łatwą. Strażnicy są głupsi niż ustawa przewiduje, nie widzą, że za ich plecami stado szczurów pożarło właśnie ich kolegę, a pociski z procy latają im nad głowami częściej niż komary na Mazurach. Również ich wzrok mocno szwankuje, przez co w zasadzie ich ominięcie nie stanowi wielkiego wyzwania. Pewną trudność możecie napotkać jedynie przy walce z bossami, ale też nie powinniście utknąć na zbyt długo.

Zdecydowanie większe zagrożenie stanowią szczury, które potrafią wykorzystać fakt, że nasz duży palec u nogi znalazł się poza zasięg światła i zeżreć nas w kilka sekund. Przy okazji w miarę postępów fabuły szczurów jest coraz więcej, aż do niemalże karykaturalnej ilości pod koniec gry.

Mimo, że A Plague Tale: Innocence jest grą, której przez prawie całą rozgrywkę trzymamy NPC-a za rękę (dosłownie) to traktowanie jej jako gry eskortowej, byłoby dużym nadużyciem. Obecność Hugo w żaden sposób nie wpływa na nasze możliwości – Amicia czy z niem pod pachą, czy bez niego ma dokładnie te same możliwości, biega tak samo szybko itp. Przy okazji pędrak przydaje się, gdy trzeba wcisnąć się w jakieś ciasne miejsce i otworzyć np. okno od wewnątrz – wtedy wystarczy pokierować go odpowiednio i sam sprawnie wykona zadanie.

Osobną rolę w grze odgrywa crafting – przechodząc grę na każdym kroku napotkamy składniki z których możemy wytworzyć odpowiednie pociski, jak i ulepszyć nasz ekwipunek – tutaj przydaje się zwłaszcza zwiększenie pojemności kieszeni i ulepszenie procy, by można było oddać dwa strzały bez ładowania i by było ona bezszelestna. Początkowo crafting jest ograniczony przez konieczność znalezienie odpowiedniego stołu i zaopatrzenia się w zestaw narzędzi, ale w miarę postępów możemy doprowadzić do sytuacji, gdy nie będą one potrzebne. W każdym razie potrzebnych materiałów jest sporo i nigdy nie spotkałem się z sytuacją, by mi czegoś zabrakło do produkcji amunicji (choć niestety nie udało się wymaksować całego ekwipunku).

Po A Plague Tale: Innocence widać, że nie jest to gra AAA – co najwyżej AA z aspiracjami, by w przyszłości stać się wysokobudżetową marką. Grałem w A Plague Tale: Innocnence na Xbox One X i graficznie było jak najbardziej przyzwoicie – tekstury są bardzo przyjemne dla oka, a animacje i gra świateł wręcz rewelacyjne. Swoje robi klimat, który pozwala na kontrastowanie pięknych teł i budynków z ogólną zgnilizną i śmiercią. Przez większość gry przedzieramy się przez zarażone trupy, pola bitew pełne martwych żołnierzy i żyjące hordy szczurów. Podobno na zwykłym Xbox One nie jest tak kolorowo i gra wygląda tam dużo gorzej, ale niestety nie było mi dane tego zweryfikować.

Jednak nawet na Xbox One X nie dało się ukryć rzeczy wynikających z ograniczeń budżetowych czyli m.in. tego, że strażnicy są niemalże klonami samych siebie – twórcy nie pokusili się o ich jakiekolwiek zróżnicowanie. Udało im się za to wykonać kawał dobrej roboty przy animacji głównych bohaterów – w zasadzie kuleje tylko mimika Hugo, co jest drażniące w kontraście do jego rewelacyjnego zdubbingowania, przez małoletniego aktora. Serio, dzieciak jest rewelacyjny – gdy Hugo jest smutny, to czuć to w każdej sylabie, gdy radosny, to gęba sama się cieszy słuchając jego wypowiedzi.

Podsumowując, to A Plague Tale: Innocence jest bardzo dobrą grą o rewelacyjnym klimacie i wciągającą, choć prostą historią. Zdecydowanie jest to gra warta ogrania – zwłaszcza, że jest w Xbox Game Pass, a jej przejście nie zabierze Wam dużo czasu – góra 10-12h z lizaniem ścian. Także spróbujcie, a na pewno nie będziecie żałować. Ja ze swojej strony bardzo ciepło przyjąłem informację o dobrym wyniku finansowym gry i nie mogę się doczekać kontynuacji, która mam nadzieję otrzyma wyższy budżet.

 

Wydawca: Focus Home Interactive
Data premiery: 14 maja 2019
Cena: 208,99 zł lub Xbox Game Pass
Gdzie kupić: MS Store
Metacritic: 83

*Gra ukończona w ramach abonamentu Xbox Game Pass zakupionego ze środków własnych.


Copyright © 2020 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.