Padem o ścianę

Assassin?s Creed Unity ? Recenzja

Paweł Jastrzębski

Z Assassin?s Creed Unity wiązałem ogromne nadzieję ? jako fan serii oczekiwałem, że pierwszy next genowy assassyn zerwie czapki z głów i przywróci serię na właściwe tory. Każda kolejna zapowiedź wzmagała mój entuzjazm odnośnie tej części ? oczywiście już po tym jak przełknąłem fakt, że przyjdzie mi sterować Francuzem. Napaliłem się jak szczerbaty na suchara więc z niepokojem obserwowałem recenzję i falę hejtu jaka wylała się na ten tytuł. Wstydem byłoby jednak, gdybym sam nie sprawdził o co tak właściwie chodzi. Obecnie po spędzeniu 60 godzin z tytułem, ukończeniu wątku głównej i wszystkich misji pobocznym czuje się uprawniony by przelać moje uczucia i wrażenia na ekran. Uprzedzam ? będzie długo i nie do końca przyjemnie ;)

Za tą część serii głównym odpowiedzialnym był oddział Ubisoftu w Montrealu. Piszę głównym, bo tak jak w przypadku innych części, sporo elementów stworzone było w innych oddziałach (Toronto, Singapur, Quebec, Annecy, Szanghaj, Chendgu, Ukraina, Montpellier i Bukareszt). Niemniej jednak nadzór deweloperski był w Montrealu ? twórców m.in. trylogii Piasków Czasu Prince of Persia (rewelacyjna trylogia ? jeśli nie graliście to polecam), praktycznie wszystkich Splinter Celli (w tym Chaos Theory ? najlepszej część serii), wszystkich Assassynów, cell shadingowej Prince of Persia z 2008 r., Far Cry 3 i 4, Watch Dogs itp. ? czyli w praktyce największych hitów Ubisoftu ostatnich lat. Mogłoby się wydawać, że z takim doświadczeniem po prostu nie da się nic spieprzyć.

Na tło historyczne Unity wybrano wyczekiwany przez fanów serii okres historyczny ? Rewolucję Francuską. Moim zdaniem (odkładając moją irracjonalną niechęć do Francji i Francuzów) wybór jak najbardziej słuszny. W końcu był to okres burzliwy, obfitujący w masę ciekawych wydarzeń i postaci ? istna kopalnia złota dla zdolnych scenarzystów. Pozytywne uczucia budziło u mnie zwłaszcza przeniesienie akcji do Europy. Tak jak po 4 pierwszych częściach czułem delikatny przesyt skakaniem po dachach i z optymizmem przyjąłem przeniesienie akcji do Ameryki (co jak zapewne pamiętacie nie skończyło się dobrze), a potem na Morze Karaibskie (co skończyło się bardzo dobrze), tak teraz nie mogłem się doczekać powrotu do europejskiego miasta ? ocena tego powrotu to jednak zupełnie inna kwestia.

Samą grę zaczynamy jak u Hitchcocka ? od trzęsienia ziemi. Otóż nasz bohater ? Arno Dorian – będąc jeszcze pacholęciem zostaje świadkiem morderstwa ojca (który zresztą okazuje się assassynem ? skojarzenie z AC 2 jak najbardziej na miejscu). Przed smutnym losem sieroty ratuje go ojciec jego dziecięcej miłości (który dla odmiany okazuje się Templariuszem). Po kilkuletnim przeskoku czasowym zostajemy świadkami śmierci naszego przybranego ojca, o dokonanie której zostajemy nota bene oskarżeni i osadzeni w Bastyli. W słynnym więzieniu poznajemy niejakiego Belleca, który jako pierwszy wprowadza nas w tajniki assassyńskiego fachu. Po zburzeniu Bastylii przez wściekłą tłuszczę wydostajemy się na wolność i zaczynamy samodzielne zwiedzanie Paryża jako nowicjusz Bractwa Assassynów.

Tak w skrócie można opisać początek gry. Pomijam zupełnie etapy dziejące się we współczesności ? tutaj występują w zasadzie szczątkowo ? okazuje się bowiem, że (podobnie jak w Black Flag) jesteśmy pracownikiem Abstergo (alter ego Ubisoftu) i w ramach obowiązków służbowych przeżywamy w Animusie wspomnienia poprzedników by znaleźć ciekawy materiał na grę. W między czasie odzywa się do nas (do nas w sensie ? do gracza, a nie do Arno) assassyn ze współczesności każący nam odszukać niejakiego Mędrca (osoby grające w Black Flag będą wiedzieć o kogo chodzi). My natomiast nie zadając zbędnych pytań wykonujemy polecenia tajemniczej postaci ? ocenę logiki takiego zachowania zostawiam Wam.

Początek fabuły skupia się na poszukiwaniu zemsty na zabójcach przybranego ojca (czemu nasz bohater pomija zabójców prawdziwego ojca zupełnie mi umyka). Dziwnym trafem okazuje się, że pomszczenie śmierci Wielkiego Mistrza Zakonu Templariuszy leży w interesie Rady Assassynów ? również umknęła mi logika takiego rozwiązania. Jeżeli zatem liczyliście na realny wpływ na kierunek rewolucji, to srogo się zawiedziecie ? dzieje się ona gdzieś tle i właściwie mało uważny gracz mógłby nie zauważyć, że cokolwiek się dzieje w Paryżu ? pomijając oczywiście kilka misji. Moim zdaniem fabuła jest największą wadą Unity ? jest rozlazła, nie trzymająca się kupy i średnio interesująca. Jednocześnie misję fabularne są na tyle miałkie, że jeśli nie daj Boże zrobicie sobie przerwę na misje poboczne, możecie zapomnieć co My tak właściwie robimy i po co ? sam miałem tak kilka razy 😉 Przy okazji jeśliby zupełnie olać wątki poboczne, zbieranie skrzynek, wstążeczek i Bóg wie czego jeszcze, to okazałoby się, że skończymy ją szybciej niż niejedno Call of Duty ? gra składa się z 12 sekwencji, podzielonych na kilka misji (z których każdą da się przejść w 20-25 minut). Nie pomaga też główny bohater. Po ACIII myślałem, że Ubisoft sięgnął dna przy tworzeniu bohatera. Tutaj jednak nie jest lepiej ? Arno to tak niesamowicie antypatyczny typ, że dziwne że nikt nie sprzedał mu kosy pod żebra. Niedoścignionym wzorem w tym zakresie jest Ezio ? grając w ACII autentycznie mu kibicowałem, niewiele gorzej było w Black Flag. Tutaj natomiast mogliby podstawić bezimiennego typa i wyszłoby na to samo.

Wracając jednak do tematu, to rozgrywka w Unity jest bliźniaczo podobna do innych części ? grając w którąkolwiek poprzednią część poczujecie się jak w domu. Wystarczy bowiem wspiąć się na pierwszą z brzegu wysoką wieżę, by Waszym oczom ukazał się Paryż w całej okazałości (a właściwie jego część ? tutaj Wersal):

Jedno trzeba przyznać ? Paryż jest ogromny. Przy pierwszej paryskiej synchronizacji Waszym oczom ukaże się ogromna mapa ? z milionem ikonek skrzynek, kokard itp. I tu tkwi kolejny problem Unity ? ta gra jest za duża. Normalnie traktowałbym to jako zaletę, ale Ubisoftowi zabrakło czasu, by tak wielki teren zapełnić aktywnościami ? GTA V się kłania. Pewnie – są misję Paryskich Opowieści (32 misję), 5 misji Cafe Theatre (naszej kwatery), 14 zagadek detektywistycznych, kilka misji Domów Towarzyskich (nie mylić z burdelami) oraz 18 zagadek Nostradamusa. Co jednak z tego skoro np. misję Paryskich Opowieści są do siebie bliźniaczo podobne ? przebiegnij pół miasta do punktu A żeby coś ukraść/kogoś zabić następnie wróć do zleceniodawcy ? i tak 32 razy (czasami trzeba się udać w 3 miejsca, ale łapiecie zasadę). Każda z nich zajmuje ok 15 minut, ale to tylko dlatego, że trzeba się nabiegać. Pewien powiem świeżości tkwi za to w Tajemniczych Morderstwach ? w tych misjach niczym Batman zbieramy dowody z miejsca zbrodni i na ich podstawie próbujemy znaleźć mordercę ? nie jest to zbyt trudne, ale daje sporo frajdy. Niestety cała reszta jest strasznie powtarzalna i nie bójmy się tego słowa – nudna. Dodatkowo mam wrażenie, że Ubisoft nie przemyślał dokładnie wielkości miasta ? z grubsza Paryż można podzielić na dwie części (północ i południe) przedzielone rzeką. Problem polega na tym, że do przejścia do południowej części gra zachęca dopiero w 9 sekwencji (z 12) ? wcześniej wszystkie misje fabularne dzieją się wyłącznie na północy.

Osoby akapit należałoby poświęcić ekonomii w grze. Uważny czytelnik niniejszej strony z pewnością pamięta jak psioczyłem na mikropłatności umieszczone w grze. Pozwalały one na wcześniejszy dostęp do lepszego uzbrojenia. Ubisoft zarzekał się co prawda, że jeśli nie będziemy chcieć skorzystać z mikropłatności, to i tak cały ekwipunek odblokujemy w grze. Nie jest to do końca prawda, bo np. mapy ze skrzyniami, kokardami czy ważnymi lokalizacjami kupimy tylko za pomocą żetonów Helix (dostępnych tylko za prawdziwą gotówkę). Na szczęście nie doszło jeszcze do tego, że aby dostać najlepszy miecz w grze trzeba wysupłać dodatkowe PLN-y. Zaczynając przygodę z Unity byłem co prawda zaniepokojony, bo okazało się, że aby wyposażyć się w sprzęt najwyższej klasy potrzeba ok  860 tysięcy liwrów (kaptur 140k, żupan 160k, pas 125k, karwasze 130k  spodnie 130k, miecz 165k, pistolet 140k), a za wykonanie misji dostawałem raptem 2000. Szybko jednak się okazało, że uzbieranie wymaganej kasy nie stanowi większego problemu i najlepszy sprzęt skompletowałem bodajże w 7-8 sekwencji. Także, mimo że wprowadzanie mikropłatności jest dla mnie absolutnie niedopuszczalne, to spokojnie obejdziemy się bez nich. Źródłem gotówki są, oprócz misji, przychody z Cafe Theatre, misje coopowe (o nich za chwile) i szczeliny Helixa (również za chwilę).

Twórcy zdecydowali się na zaimplementowanie szczątkowego systemu rozwoju postaci ? polega to na tym, że za wykonywanie misji fabularnych i coopowych otrzymuje się punkty synchronizacji (nie wiem czemu nie otrzymuje się ich za wykonanie misji Paryskich Opowieści ? przynajmniej byłaby zachęta do ich przechodzenia), które możemy wymienić na umiejętności. Nie ukrywam ? bardzo mi się ten pomysł podoba. Dziwne jest tylko to, że przejście całej gry nie pozwala na wymaksowanie postaci ? do tego konieczne są punkty z misji coopowych.

Szeroko reklamowaną nowością w serii był całkowicie przemodelowany model sterowania. W teorii są teraz dwie możliwości ? trzymając prawy spust+A poruszamy się w górę ? analogicznie jak w poprzednich częściach. Trzymając zaś prawy spust+B poruszamy się w dół ? zeskakujemy z półek, wskakujemy do studni itp. W teorii wygląda to bardzo fajnie ? w praktyce jest dużo gorzej. Mówiąc wprost ? Arno nas nie słucha. Do szału doprowadzała mnie sytuacja w której goniłem przeciwnika, wbiegałem na linę zawieszoną miedzy budynkami z chęcią zeskoczenia z niej by kontynuować pościg ulicami, a tu Arno wpada na pomysł, że lepiej wisieć sobie na sznurze i nie reagować na naciskane przyciski.

Sterowanie jest tak spieprzone, że w moim przypadku całkowicie zniechęcało do korzystania z kolejnej nowości serii ? trybu Stealth. W teorii naciskając lewy spust nasza postać rozpoczyna skradanie. Naciskając zaś ?A? Arno chowa się za osłonami, które w teorii mają nas chronić przed ciekawskim wzrokiem przeciwników. Niestety wielokrotnie zdarzało mi się (mimo uparcie trzymanego RT+B), że dobiegając do kolejnej kryjówki (studni na ten przykład) Arno stał jak krowa na pastwisku i za cholerę nie chciał się w niej schować. Najczęściej kończyło się to wykryciem i koniecznością wysiekania całej załogi twierdzy. W późniejszych etapach, aby się nie frustrować, w ogóle się nie bawiłem w skradanie ? od razu zaczynałem siekankę. Szkoda, bo sensowny tryb stealth, to rzecz której w serii brakuje od dawna. Dziwi to tym bardziej, że deweloper mający w swoim portfolio Splinter Cella, nie powinien mieć problemu, by po prostu przenieść ten element 1:1.

Z nowości, które dla odmiany mi się podobały, wskazać muszę szczeliny Helixa. Fabularnie uzasadniono ich istnienie faktem, że współczesnych assassynów ścigają pracownicy IT Abstergo, więc w celu uniknięcia wykrycia muszą ?przerzucić? nas do innej epoki. Przyznam szczerze, że nie bardzo rozumiem logikę za tym stojącą, ale nic to ? grunt, że bawi ;) Epoki w sumie mamy trzy: Belle Epoque, Okupację Niemiecką i Średniowiecze. Każda z nich polega w skrócie na tym samym ? gdzieś na planszy znajduję się nasz kolega assassyn, który utknął w niestabilnej symulacji, więc musimy zbierać szczątkowe dane by go zlokalizować, a następnie uwolnić (mamy na to określony czas). Dodatkowo im więcej danych zbierzemy tym lepszą nagrodę otrzymamy, więc opłaca się śrubować rekord. Dodając do tego możliwość wielokrotnego przechodzenia plansz mamy całkiem niezły sposób na ciułanie kasy :) Generalnie wygląda to całkiem fajnie, a przeniesienie się z XVIII-wiecznego Paryża na plac budowy Statuy Wolności robi całkiem przyjemne wrażenie. Moim zdaniem jest to bardzo ciekawa alternatywa dla nudnych współczesnych misji z poprzednich części:

Drugą nowością, która ma szansę na dobre zadomowić się w serii to misję kooperacyjne, które również można wykonywać wielokrotnie. Przeznaczone są one zwykle dla 2-4 graczy, ale nic nie stoi na przeszkodzie by w przypadku totalnej niechęci do interakcji społecznej wykonać je samodzielnie ? jest wtedy tylko trudniej. Pokrótce polegają one najczęściej na dostaniu się do strzeżonego miejsca i uwolnienia kogoś/wykradzenia czegoś. Nie są specjalnie skomplikowane, ale potrafią dać sporo frajdy. O dziwo dobrze działa matchmaking, więc mała jest szansa, że traficie na jakiegoś ogórka. Misji jest na tyle sporo, że spokojnie zapewnią kilka dobrych godzina zabawy. Szkoda tylko, że nie można ich przejść na podzielonym ekranie, ale to już czepianie się dla samego czepiania. Mam nadzieję, że po kilku poprawkach ten tryb zadomowi się w serii na stałe.

Kończąc chwalenie najwyższa pora odnieść się do najbardziej wkurzającej wady gry ? jej poziomu technicznego. Grałem już po kilku patchach i powiem szczerze, że jeśli na początku było gorzej, to dziwie się że gracze nie rozpoczęli własnej rewolucji. Dawno nie widziałem tak spieprzonej gry. Ilość niedoróbek po prostu poraża. I nie mówię nawet o czymś takim jak na poniższym filmie, bo tego niestety trudno uniknąć w tak dużej grze (nawet w GTA się zdarzało):

Mówię o ogólnym niechlujstwie twórców. Spadki animacji są strasznie zauważalne ? szczególnie w południowych dzielnicach. Animację twarzy i włosów w scenkach przerywnikowych wyglądają gorzej niż w Black Flag. Drażnią niesamowicie doczytujące się tekstury ? rzecz która nie powinna mieć miejsca w grze z 2014 roku. Jednak to co najbardziej doprowadzało mnie do szału to czasy ładowanie ? trwały one całą wieczność. Serio ? czasami bardziej opłacało się przelecieć z buta pół miasta niż skorzystać z szybkiej podróży i czekać 2-3 minuty na załadowanie. Autentycznie powodowało to u mnie niekontrolowany skok ciśnienia ? ostatni raz kiedy musiałem tyle czekać, miał miejsce w 1991 roku, kiedy próbowałem załadować River Raid z kasety magnetofonowej na ZX Spectrum. Naprawdę nie wiem jak można stworzyć tak ogromne miasto i nie zadbać o tak podstawową rzecz jak komfortowe poruszanie się po nim. Całość wygląda jakby twórcom zabrakło czasu na optymalizację, a o dacie wydania decydował księgowy z marketingowcem ? ta gra powinna mieć jeszcze dobre pół roku developingu.

Zbliżając się powoli do mojego trochę przydługiego wywodu, chciałbym tylko nadmienić, że troszkę na przekór temu co napisałem wyżej Assassin?s Creed Unity nie jest do grą całkowicie złą ? jest po prostu grą spieprzoną. I to spieprzoną tak strasznie, że zaprzepaszczono ogromny potencjał jaki stał za okresem historycznym i przeskokiem na nową generację. Mieliśmy dostać najlepszego Assassyna w historii (i głęboko wierzyłem, że tak będzie), a dostaliśmy najgorszą część od czasów Revelation (a może nawet i gorszą od ?trójki? ? jeszcze nie zdecydowałem). Mam nadzieję, że Ubisoft weźmie sobie do serca wszystkie negatywne uwagi jakie przelały się przez internet i da twórcom następnej części (prawdopodobnie AC: Victory) trochę więcej czasu na stworzenie Assassyna na jakiego zasługujemy.


Copyright © 2018 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.