Padem o ścianę

Darksiders 3 – Recenzja

Paweł Jastrzębski

Generalnie w swoim growym życiu trzymam się bardzo prostej zasady, że unikam jak ognia jRPG i slasherów. Od każdej reguły są jednak wyjątki i z takim miałem ostatnio do czynienia. Do ogrania zachęciło mnie bowiem Darksiders 3 – zapraszam na porcję wrażeń.

Darksiders to seria zapoczątkowana w 2010 r. przez Vigil Games. Fabuła luźno oparta jest na Apokalipsie Św. Jana. W pierwszej części bohaterem gry jest Wojna, który wplątuje się w sam środek walki między aniołami a demonami. Druga część zadebiutowała w 2012 r. , a jej bohaterem była Śmierć. Tym razem naszym zadaniem było oczyszczenie Wojny z podejrzeń o zdradę. Potem seria niestety zaliczyła turbulencje w postaci bankructwa wydawcy THQ, relatywnie jednak szybko znalazła nowy dom u THQ Nordic. Za nową odsłonę odpowiada Gunfire Games, w którego szeregach znajduje się sporo pracowników wspomnianego Vigil Games.

Darksiders 3 zostało zapowiedziane w maju 2017 r., gdy THQ Nordic potwierdziło, wyciek Amazona. Gra ostatecznie ukazała się 27 listopada 2018 r. i zebrała średnie oceny od recenzentów – jej wynik na metacritic to 69 punktów w wersji na Xbox One. Chwilę po premierze CEO Gunfire Games stwierdził, że sprzedali ponad 100k egzemplarzy, co pozwala im myśleć o Darksiders 4.

W Darkisders 3 kontynuujemy tradycję wcielania się kolejnego Jeźdźca Apokalipsy. Na samym początku możemy odczuć delikatne zdziwko (a przynajmniej Ci, którzy posiadają chociażby szczątkową wiedzę o Apokalipsie Św. Jana) otóż tutaj trzecim zaprezentowanym Jeźdźcem jest … Furia. Jeszcze ciekawiej się robi, gdy dotrze się do szkiców koncepcyjnych z 2010 r., gdzie za czwartego Jeźdźca robi .. Konflikt, ale to temat na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Wcielamy się w każdym razie w Furię, która od Rady Spopielonych (Charred Council) dostaje zlecenie pokonania wszystkich 7 grzechów głównych (na bank kojarzycie je z filmu Siedem). Nasza bohaterka dostaje dodatkowo przyzwoitkę w postaci Obserwatora i nabuzowana energią rusza spełnić swoją powinność.

Na wstępie jeszcze mała dygresja – gra w Polsce dostępna jest w rodzimej, pełnej wersji językowej. Dubbing jednak jest tak koszmarny, że udało mi się wytrzymać z nim tylko kilka chwil. Szybko się więc przełączyłem na oryginalną ścieżkę dźwiękową. Niestety nie ma takiego wyboru w menu i jedyną możliwą opcją by tego dokonać jest zmiana języka konsoli. Mocno upierdliwa i niezrozumiała rzecz – bo w czym przeszkadza dodanie takiej opcji w menu gry, serio nie rozumiem. W każdym razie jeśli będziecie grać w Darksiders 3 to szczerze Wam polecam zmianę języka.

Za narzędzie mordu służy nam początkowo łańcuchowy bicz, którym nasza bohaterka sieka ile wlezie. Na samym początku gry jest to jedyna nasza broń, a sam system walki nie jest specjalnie skomplikowany – za ataki służy nam X, a za uniki A. Cała zabawa polega na tym, by w odpowiednim momencie wykonać unik, co skutkuje zwolnieniem czasu, by móc wykonać kontrę. Do tego dochodzi Gniewny Atak (LB+RB), która dostępną jest po naładowaniu pasku gniewu i Forma Furii (LB+LT) – najpotężniejszy atak w grze, który staje się dostępny po naładowania paska Furii. Warto nadmienić, że w grudniu 2018 r., twórcy wypuścili łatkę dającą możliwość wyboru systemu walki oryginalnego dla Darksiders 3 lub tego rodem z Darksiders 1 i 2.

Na późniejszych etapach gry cyklicznie otrzymujemy od Władcy Esencji (Lord of the Hollows) poszczególne esencję, które aktywujemy w odpowiednim momencie kombinacją LB+B (Ogień), LB+Y (Burza), LB+X (Bezruchu) i LB+A (Energia). Każda z nich nie dość, że zapewnia nam dodatkową alternatywną broń (odpalaną Y) i atak zdolny zniszczyć odpowiednią blokadę, to jeszcze dodaje konkretny perk – ogień zapewnia niewrażliwość na lawę, burza pozwala lewitować, a bezruch zamraża wodę, co pozwala dotrzeć do niedostępnych wcześniej miejsc.

Wszystko to przydaje się dlatego, że Darksiders 3 czerpie garściami z metroidvanii. Świat nam udostępniony składa się z kilku krain, do których dostęp mamy praktycznie od razu . Niektóre sekcje są jednak nie dostępne bez odpowiedniej zdolności. Po całym świecie rozstawione są Żmijowe Jamy, który nie dość, że służy za checkpoint i punkt szybkiej podróży, to jeszcze możemy w nim pohandlować z demonem Vulgrimem. Możemy u niego zostawić zebrane na przeciwnikach duszę i wymienić je na punkty doświadczenia, lub potraktować duszę jako walutę i kupić sobie mikstury, przedmioty użytkowe lub potrzebne do ulepszania broni składniki.

Żmijowe Jamy są o tyle istotne, że Darksiders 3 zapatrzyło się lekko w Dark Souls. Nie żeby walka była tak trudna jak we wspomnianej grze (choć potrafi zaleźć za skórę, zwłaszcza takiemu laikowi w slasherach jak ja). Bardziej chodzi o system śmierci – gdy zginiemy, gra nie wczytuje poprzednio zapisanego stanu gry, tylko cofa nas do ostatniej Żmijowej Jamy jaką aktywowaliśmy. Ponownie musimy przebijać się przez te same hordy wrogów, co poprzednio, by dotrzeć do miejsca naszej śmierci i zebrać upuszczone w momencie śmierci dusze. Dodatkowo po respawnie nie wracają nam użyte elementy ekwipunku ani zużyte paski Gniewu i Furii – śmierć może być zatem bardzo dotkliwa. Jeszcze bardziej dotkliwe było to chwile po premierze, gdy Żmijowych Jam było zdecydowanie mniej, a przy okazji nie znajdowały się blisko bossa, więc porażka z nim skazywała nas na żmudne przebijanie się przez kilka minut, by ponownie dostać w czapkę od Lenistwa, czy innego Obżarstwa. Teraz jest sporo łatwiej – punkty szybkiego zapisu znajdują się bardzo blisko bossów.

 

W Darksiders 3 twórcy zrezygnowali z wprowadzenia mapy – za jedyną wskazówkę służy nam umieszczony w górnej części ekrany kompas, z grubsza wskazujący nam kierunek w  którym musimy iść, by napotkać bossa. Brakuje nawet wskazania krainy w której znajduje się boss, przez co często musimy uprawiać żmudny backtracking, co w moim odczuciu jest sporą wadą.

Mieszane uczucia jednocześnie mam wobec walki. Z jednej storny jest ona strasznie prosta, by nie powiedzieć prostacka. Nie mam tu rzecz jasna na myśli poziomu trudności, bo ten jest na odpowiednio wysokim poziomie, a raczej wachlarz dostępnych ruchów. Walka sprowadza się do mashowania X i unikania ataków wrogów za pomocą A. Okazjonalnie możemy dodatkowo zaatakować bronią alternatywną (Y). Bardzo brakowało mi większej liczby kombosów (te dostępny opierały się na wciskaniu X w różnych odstępach) czy chociażby bloku. Generalnie jak na slahera jest słabo (a przynajmniej ja spodziewałem się więcej). Jednocześnie (co może paradoksalne) walka jest dosyć ciekawa – wszystko to z powodu całkiem wysokiego poziomu trudności i sporej liczby atakujących jednocześnie wrogów. Z początku bardzo łatwo zginać od ataku najprostszych przeciwników, a co dopiero od jakiegoś większego typka, których tutaj nie brakuje. Podsumowując walka daje trochę frajdy, ale przydałoby się, by była bardziej urozmaicona – oceniłbym ją na górne stany średnie.

Fajnie za to prezentuje się świat gry. Jako, że trwa apokalipsa to ciężko spodziewać się by świat był żywy i taki absolutnie nie jest. Jeśli miałbym go jakoś scharakteryzować, to powiedziałbym, że klimatem plasuje się między Falloutem a Far Cry New Dawn., przy czym bliżej mu do estetyki Fallouta. Nie wali zatem różem po oczach, a uznaje inne pastelowe kolory. Przemierza się go z prawdziwą przyjemnością, zwłaszcza, że poszczególne krainy mocno się od siebie różnią – mamy zatem m.in. podziemne tereny pełnej buchającej lawy, tunele metra, czy ruiny miast. Według mnie było to więcej niż wystarczająco i nie pozwalało się nudzić.

Przyjemnie również jest poprowadzona fabuła – mimo, że jest sztampowa i prosta jak konstrukcja cepa, a czasami sprawia ona wrażenie jakby była pisana na kolanie, a twórcy przyłożyli się do niej jak scenarzyści filmów dla dorosłych, to jej najjaśniejszym punktem jest obserwowanie przemiany Furii z zadufanej i zapatrzonej w siebie wojowniczki w bardziej empatyczną, ale równie silną osobę. I mimo, że motywacje tej przemiany są momentami cienkie jak kompot ze ścierki, to jednak ja je kupiłem.

Graficznie Darksiders 3 w niczym nie przypomina współczesnej gry AAA – powiedziałbym, że bardziej przypomina średniaczka z początku generacji, niż z jej końca.  Nie razi jednak w oczy i nie powoduje zgrzytania zębami i  co chyba najważniejsze – nie przeszkadza w graniu. Najśmieszniejsze, że Darksiders 3 legitymuje się łatką Xbox One X Enhanced, a zupełnie tego nie widać na ekranie.

Generalnie jednak Darksiders 3 to klasyczny przypadek solidnego średniaka, w którego zaskakująco przyjemnie się gra. Gra nie jest długa, bo jej przejście zajęło mi ok 16 godzin, przez które tylko kilka razy czułem zmęczenie grą. Jeśli więc szukacie fajnej gierki przy której spędzicie miło czas szlachtując przeciwników to Darksiders 3 jest grą dla Was. Tylko poczekajcie, aż znajdzie się w Xbox Game Pass lub Games with Gold, bo wydawanie pełnej ceny nie jest niczym uzasadnione. I przede wszystkim nastawcie się nie na grę roku, tylko na solidną produkcje całkiem uzdolnionego rzemieślnika.

Grę zakupiono ze środków własnych


Copyright © 2019 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.