Padem o ścianę

Fuse ? Recenzja

Paweł Jastrzębski

W ramach coopowej walki ze złem (której mimo moich najlepszych chęci nie udało się przenieść na nową generację ? póki co brak jest bowiem sensownych opcji), zaopatrzyliśmy się z Kozikiem w Fuse ? wydaną przez Insomniac Games w 2013 r. grę, która uzbierała imponującą średnią na metacritic ? 62 punkty. Średnią na pewno zaniżył fakt, że gra wygląda na wydaną w 2010 r., a nie na przełomie generacji, ale w końcu nie to w grach najistotniejsze ? tym jest bowiem zawartość miodu, a w Fuse jest go naprawdę sporo. Nieświadomych spieszę poinformować, że jest to trzecioosobowa strzelanka z silnym naciskiem położonym na współpracę. Jej tło fabularne nie jest silnie zarysowana, a twórcy w żadnym momencie nie ukrywają, że jest ona czymś więcej niż pretekstem do rozpierduchy ? ot czwórka najemników znanych jako grupa Overstrike 9 trafia do tajemniczej placówki badawczej Hyperion, gdzie okazuje się, że nowoczesna technologia, wykorzystująca tajemniczą substancję kosmiczną Fuse, zostaje wykradziona przez korporację Raven. Cel tej ostatniej nie jest jasno sprecyzowany, ale wiadomo, że nie jest nim likwidacja głodu na świecie ? chyba, że poprzez eksterminację całej ludzkości.

W pierwszych fragmentach gry nasi bohaterowie ? Dalton, Naya, Isabelle i Jacob ? wchodzą w posiadanie broni palnej, napędzanej tytułowym Fuse. Oczywiście na żadnym etapie gry nie dowiadujemy się czym jest Fuse i dlaczego zmienia nasze bronie w narzędzie masowego rażenia, ale znowu ? nie to jest najważniejsze. Wybór broni determinuje natomiast niejako klasę naszej postaci ? do dyspozycji mamy bowiem najemnika Daltona Brooksa (dysponującego energetyczną osłoną), złodziejkę Nayę Deveraux (posiadającą optyczny kamuflaż oraz broń tworzącą swojego rodzaju czarną dziurę), Isabelle Sinclair (której broń może skrystalizować przeciwników oraz wyposażoną w granaty medyczne) oraz  Jacoba Kimble (korzystającego z  kuszy). Fabułę oraz postacie próbuje przybliżyć zwiastun premierowy (czy to czyni, to już zupełnie inna kwestia):

Sama rozgrywka jest prosta jak konstrukcja cepa ? wybieramy jedną z wyżej wymienionych postaci, bierzemy w garść jedną broń główną oraz jedną broń poboczną ? jednak nie one są solą rozgrywki ? tą stanowią bronie napędzane Fuse. Każda klasa posiada swoją wersję tej broni. Z Kozikiem jako typowi przedstawiciele płci męskiej woleliśmy patrzeć się na kobiece tyłki niż na męskie, w związku z czym wybraliśmy postacie żeńskie ? Kozik Nayę, Ja Isabell. Jak wyżej wspomniałem broń Nayi tworzyła coś w stylu czarnej dziury, która pochłaniała przeciwników, moja postać dysponowała zaś br0nią zdolną skrystalizować przeciwników (przy odrobinie szczęścia kilku na raz). Dodatkowo w dalszej fazie gry otrzymaliśmy umiejętności dodatkowe ? Kozik dostał zupełnie nie przydatny przy naszym stylu gry kamuflaż optyczny, Ja ? bardzo przydatny granat medyczny. Po awansie naszej postaci na (minimalnie) 19 poziom dostajemy także możliwość użycia umiejętności Fusion ? daje to chwilową niezniszczalność i niekończącą się amunicję.

Dużym plusem gry (choć pewnie dla niektórych będzie to wada) jest bardzo duże nastawienie na coopa. Wprowadzono również bardzo ciekawy system, który z braku lepszego słowa nazywam (wzorem Techlandu) coopetition. Otóż za każde zabójstwo/asystę/uleczenie otrzymujemy punkty doświadczenia ? im bardziej wyczesane akcję tym więcej punktów. Punkty zaś wyskakują z ekranu niczym w Borderlands, budząc chyba naturalną chęć przegonienia konkurenta/towarzysza broni ;) Jednocześnie Fuse daje masę coopowej radochy, a nacisk położony na współdziałanie jest zdecydowanie większy niż np. w Gears of War.

Linia fabularna podzielona jest na 6 misji, z której przejście każdej to ok 2-2,5 godziny. Daje to jakieś 15 godzin samego wątku głównego ? jest to bardzo przyzwoity wynik. Dodatkowo jęśli uprzecie się przejść grę wszystkimi postaciami (co wcale nie jest tak głupie jak się wydaje ? w końcu każda postać to zupełnie inne wrażenia z rozgrywki), możecie ten wynik wyśrubować nawet do 60 godzin. Ja ze swojej strony będę namawiać Kozika na przejście jeszcze co najmniej raz ? tym razem składem męskim.

Zabawę wydłuża także tryb, którego nie może brakować w każdej coopowej grze od czasów Gears of War 2 ? wariacji na temat hordy. W Fuse nazywa się to Echelon i polega na eliminacji kolejnych 12 fal wrogów na 6 mapach. Podobnie jak w GoW maksymalnie możemy grać w cztery osoby, z tą różnicą, że jeśli nie uda nam się zebrać całej drużyny, brakujących członków zastąpi SI. Podczas każdej fali otrzymujemy cele dodatkowe ? eliminacja HVT (High Value Target), obrona skrzynki z amunicją, obrona nadajnika z paliwem, czy dostarczenie pojemnika z Fuse do reaktora w odpowiednim czasie. Przyznaje się bez bicia ? nie udało nam się jeszcze przetestować tego trybu w sposób zadowalający, jednak na pierwszy rzut oka zapowiada się on bardzo przyjemnie, aczkolwiek drażni trochę kulawe SI ? nasi towarzysze nie bardzo kwapią się do pomocy i potrafią np. zupełnie olać, że wykrwawiamy się tuż obok nich ? zamiast tego lecą na drugi koniec mapy uratować innego członka drużyny.

Sztuczna inteligencja to w ogóle jedna z większych bolączek gry. Mimo sporego nacisku na skradanie się i dodanie możliwości cichej eliminacji wrogów nagminne było to, że nasi towarzysze otwierali ogień w najgorszym możliwym momencie alarmując przeciwników. Nie było to może wybitnie frustrujące, ale zdecydowanie drażniło. Także ich przydatność w walce jest wątpliwa ? wydawałoby się, że dla kolesia z tarczą logiczne jest ochranianie przeciwników, by mogli z bezpiecznego miejsca mogli razić wrogów, niestety takie styl gry obcy był sterowanemu przez SI Daltonowi.

Kolejną wadą gry jest grafika ? gra jest po prostu brzydka. Wygląda jakby tworzyli ją studenci w przerwie między wykładami, a popijawą w 2010 r., a nie uznane studio na progu nowej generacji. Animacje postaci są owszem całkiem przyjemne, ale tła, braki w antyaliasingu i ogólny wygląd map woła o pomstę do nieba. Na szczęście bardzo szybko zaczyna się przestawać zwracać na to uwagę i po prostu zaczyna cieszyć się grą, a jest czym.

Niezależnie od powyższym wad, wspartych również fabułą pisaną na kolanie, z dziurami których nie powstydziłbym się budynek rządowy w Afganistanie, dziwią mnie tak niskie oceny tej gry. Grało mi się w nią bardzo przyjemnie ? dużo lepiej niż np. w Army of Two: The 40th Day, które legitymuje się sporo wyższym wynikiem na metacritic (73). Daje naprawdę dużo frajdy ? zwłaszcza przy grze na podzielonym ekranie. Szczerze mówiąc nie wiem czy moja ocena byłaby równie pozytywna podczas gry samemu, ale szczerze mówiąc nie interesuje mnie ? Fuse to naprawdę solidna gra i jeśli tylko szukacie porządnej coopowej strzelanki, która umożliwia granie na spliscreenie (a umówmy się ? takich ostatni brakuje), to nie szukajcie dalej ? Fuse spełni Wasze wymagania z nawiązką.


Copyright © 2018 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.