Padem o ścianę

Gears Tactics – Recenzja

Paweł Jastrzębski

Kiedy na targach E3 2018, Microsoft zapowiedział wydanie Gears Tactics, byłem więcej niż zainteresowany. Pomysł przeniesienia Gearsów do turowej strategii, wydawał się genialny w swojej prostocie. Grą najpierw mogli cieszyć się jedynie posiadacze PC, ale Microsoft zadbał, by konsolowcy na start nowej generacji również mogli zaopatrzyć się w taktyczne Gearsy.

Fabularnie Gears Tactics jest prequelem głównej serii. Jej akcja toczy się rok po Emergence Day – w myśl hitchcockowskiej maksymy fabułę rozpoczyna uderzenie Młota Świtu na wszystkie ważne miasta Sery. Głównym bohaterem Gears Tactics jest Gabe Diaz – weteran Wojny Pendulum, a prywatnie późniejszy ojciec, znanej z Gears of War 4 i Gears 5 – Kait Diaz.

Akcja gry toczy się wokół polowania Gabe’a i jego oddziału na Ukkona – odpowiedzialnego za tworzenie coraz to groźniejszych wersji Szarańczy. Szybko się okazuje, że polowanie na Ukkona, to prawdziwa zabawa w kotka i myszkę, w której Gabe będzie musiał stworzyć własną drużynę i przebić się przez niezliczone hordy wrogów, by dobrać się Ukkonowi do dupy.

Fabuła Gears Tactics trzyma poziom głównej serii – mimo, że jest tylko pretekstem do siekanki, trzyma w napięciu, jest pełna zwrotów akcji, a obecność kilku znanych postaci i prawdziwej Gearsowej naparzanki dopełniają obrazu bardzo przyjemnej i satysfakcjonującej historii.

No dobra – ale czym właściwie Gears Tactics jest? W uproszczeniu, to spin-off głównej serii, będący turową strategią w stylu niedawnego XCOM – czyli w rzucie izometrycznym. Gra składa się z trzech Aktów, podzielonych na kilka rozdziałów. Każdy rozdział to osobna misja, w którym kierujemy drużyną składającą się z maksymalnie 4 członków (w trybie Jacked z pięciu – dochodzi tytułowy Jack) – w niektórych misjach gra narzuca nam ograniczenia ilościowe. Do wyboru mamy kilka klas postaci:

 

  1. Support – którego główną bronią jest Lancer, klasa nastawiona na udzielanie wsparcia drużynie, leczenie, boostowanie itp.
  2. Vanguard – którego główną bronią jest Retro Lancer – nastawiona na atak na krótki i średni zasięg
  3. Scout – którego główną bronią jest Gnasher – bliski zasięg i zwiad
  4. Snajper – którego główną bronią jest Longshot – jego rola w zasadzie chyba jest jasna
  5. Heavy – którego główną bronią jest Mulcher – typowy mięśniak do masowej eksterminacji wrogów.

Każda klasa ma cztery gałęzie drzewka rozwoju, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by dostosować drużynę do własnego stylu gry. Warto przy tym eksperymentować i mieć w oddziale kilku żołnierzy wyspecjalizowanych w inny sposób. Eksperymenty dodatkowo ułatwiają, zdobywane podczas gry tokeny, za pomocą których zresetujemy umiejętności danej jednostki i będziemy mogli rozdać je od nowa.

Członkowie naszego oddziału dzielą się na dwa rodzaje – na Bohaterów i zwykłych. Bohaterami są:

 

  1. Gabe Diaz – support
  2. Sid Redburne – vanguard
  3. Mikayla Dorn – snajper
  4. Reyna Torres – scout
  5. Augustus Cole – (dodawany do zamówień przedpremierowych) vanguard

Bohaterowie w zasadzie nie różnią się od innych żołnierzy, poza dwoma rzeczami – kiedy mamy ich na misji, nie mogą oni zginąć oraz niektóre misję nakazują lub zakazują nam użyć konkretnego bohatera. Dołączają oni do naszego składu w miarę postępów fabuły. Warto przy tym wiedzieć, że ostatnia misja wymaga wykorzystania Gabe’a, Sida, Mikayli i Reyny, więc warto zadbać o ich odpowiedni rozwój. Pozostałych żołnierzy pozyskujemy podczas misji ratowniczych – jest ich określona liczba, więc warto przejmować się ich życiem i nie ryzykować czasami niepotrzebnie.

Każdy z żołnierzy posiada swoje własne wyposażenie składające się z: broni głównej, Snub pistol, broni miotanej (stim-, frag- lub smoke- grenade), hełm, pancerz i buty. Każdy element możemy dowolnie personalizować, ulepszać lub wymieniać na zdobywane podczas misji elementy. Dodatkowo każdego żołnierzowi (oprócz bohaterów) możemy dowolnie spersonalizować – zmienić mu fryzurę, zarost, dodać blizny, znaki szczególne itp.

 

No dobra, ale jak się w to gra? Jeśli graliście w XCOM, to poczujecie się jak w domu. Założenia są bardzo proste, ale wbrew pozorom nie prostackie. Każda postać ma trzy punkty akcji, które może wykorzystać na chodzenie, strzał, przeładowanie, użycie umiejętności specjalnej, użycie granatów, egzekucje lub wejście w tryb Overwatch. To w teorii – w praktyce mamy szereg możliwości, by sobie te punkty zwiększyć. Przede wszystkim możemy to zrobić za pomocą egzekucji powalonego wrogą – dzięki takiemu działaniu nasza cała drużyna dostaje po punkcie akcji (oprócz tego, kto dokonał egzekucji). Istnieje także szereg umiejętności danej klasy, za pomocą której zapewnimy sobie więcej ruchów w turze – moją ulubioną była chyba Chain Shot Snipera, która dawała dwa punkty akcji jeśli trafiliśmy przeciwnika – dawało to możliwości rażenia wroga w znacznie większym stopniu. Generalnie sporo zabawy i frajdy daje odkrywania najbardziej pasującego builda całej drużyny i współpraca pomiędzy konkretnymi żołnierzami. Ja już w pewnym momencie miałem swoje Drużyny A, B i C, które dopasowałem tak, by jak najlepiej zgrać ich umiejętności – mam wrażenie, że mi się udało.

 

Oprócz misji głównych, polegających z grubsza na tym, by wytłuc wszystkich wrogów na planszy, twórcy udostępnili nam w niektórych momentach misje poboczne, których przygotowano pięć rodzai:

 

  1. Rescue – dwuosobowy oddział próbuje uwolnić porwanych przez szarańczę żołnierzy
  2. Control – w której musimy utrzymać dwa punkty przez określony czas, by zebrać zasoby (trochę przypomina to King of the Hill)
  3. Scavenger Run – w której musimy zebrać zasoby jednocześnie uciekając przed ciągle przesuwającą się linią bombardowania
  4. Incursion- w której nasz oddział musi najpierw podnieść most, a potem wybić wszystko po drugiej stronie
  5. Sabotage – podobnie jak w Incursion, z tą różnicą, że musimy po drodze zniszczyć pojemnik z imulsją

W zależności od rozdziału mamy możliwość podjęcia 2 lub 3 takich misji w danym bloku. Ciekawym schematem jest to, że żołnierz raz użyty w misji w danym bloku, nie może być użyty w innej misji. Oznacza to, że jeśli chcecie zrobić 3 misję, to potrzebujecie 10-12 solidnie rozwiniętych żołnierzy – dlatego warto stosować rotacje podczas misji głównych, by nie zostać z samymi niskopoziomowymi postaciami – choć tutaj ratunkiem może być zwalnianie słabych żołnierzy i na ich miejsce pozyskiwanie tych z wyższym poziomem.

Sama rozgrywka, mimo turowego i taktycznego podejścia, jest niezwykle dynamiczna i agresywna. Jasne – możemy pół gry spędzić za zasłoną i tylko odpalać Overwatch, ale umówmy się -to żadna zabawa. Frajdę sprawia wykorzystanie mocnych elementów swoich żołnierzy – nic mnie tak nie usatysfakcjonowało, jak wejście moim, dopakowanym punktami akcji, Scoutem w trybie Cloak, ominięcie Szarańczy, która szachowało mój oddział trybem Overwatch, a następnie wsadzenie im w dupy garści ołowiu. Albo wpadnięcie w środek Szarańczy z szarżą bagnetem, by potem wykończyć przerażonych wrogów – ta gra ma tyle opcji do wyrzucenia z siebie radosnej agresji, że w niczym nie ustępuje podstawowej serii. Gears Tactics zdecydowania na polu czystej satysfakcji z rozwałki przebija wspomnianego XCOMa.

 

 

Trzeba też przyznać, że gra nie byłaby tak satysfakcjonująca jakbyśmy nie mieli porządnie zaprojektowanych przeciwników. Każdy fan Gearsów odnajdzie się tutaj w moment – za przeciwników robią nam znani z podstawowej serii, Drone, Wretch, Thicker, Theron Guard, Kantus,  Sniper, Boomer, do których dołączają Disciple i Zealot. W trybie Jacked dochodzą jeszcze trudniejsze warianty niektórych przeciwników – w mutacji Deviant. Każdy akt kończy się dodatkowo walką bossem – m. in. widocznymi na materiałach promocyjnych Brumakiem i Corpserem. Jest więc do czego strzelać i co rozrywać Lancerami. Także nawet jeśli nie jesteście fanami strategii turowej, a lubicie polatać z Lancerem, to Gears Tactics klimatem wbije Was w fotel.

Zaskakująco dobrze w Gears Tactics steruje się padem. Po dwukrotnym przejściu gry nie miałem ani chwili poczucia, że bez myszki coś tracę – sterowanie jest idealnie przełożone na pada i mega intuicyjne. Nie grałem w wersję PC, ale materiały prasowe sugerują, że wersja konsolowa ma usprawnione sterowanie padem. Jeśli to prawda, to okres od premiery wersji PC wykorzystany został perfekcyjnie.

 

Warto także wspomnieć, że konsolowe wydanie Gears Tactics zawiera rozszerzenie Jacked. Tryb ten to normalna kampania, z tymże, że do składu dołączą znany i lubiany Jack. Tym samym nasz oddział rozrasta się do pięciu członków. Jack jest klasycznym supportem – dzięki niemu możemy poprawić swoją celność, oszołomić przeciwników itp. Gra staje się dzięki temu ciekawsza – dochodzi jeszcze jeden wariant taktyczny. Jeśli planujecie przejść grę tylko raz, zacznijcie od tego trybu – jest zdecydowanie ciekawszy niż klasyczna kampania.

Graficznie Gears Tactics prezentuje się poprawnie – grałem na Xbox Series X, gdzie gra miała hulać w 4k z HDR, ale tak po prawdzie to tego nie widać. Owszem jest ładnie i estetycznie, ale umówmy się – strategie turowe nigdy nie będą posiadać fajerwerków graficznych i nie będą wyznacznikiem graficznym dla innych gier. Wstydu generalnie nie ma – Gears Tactics jest po prostu ładne.

 

 

Słowa krytyki należą się jednak polskiemu wydawcy za brak polskiej wersji językowej – serio, brak nawet napisów jest karygodny. Zwłaszcza, prawie pół roku po premierze na PC. Nie wiem, kto wpadł na to, by nomen omen tytuł startowy nowej generacji nie posiadał nawet szczątkowej lokalizacji, ale powinien karnie zasuwać na bosaka po klockach LEGO. Mam nadzieję, że błąd ten zostanie naprawiony w przyszłości. Do zrozumienia niuansów rozgrywki i fabuły wystarczy jedynie podstawowa umiejętność angielskiego, ale niech to nie będzie usprawiedliwieniem dla Microsoft Polska.

Podsumowując Gears Tactics to bardzo solidna i przemyślana produkcja, praktycznie pozbawiona słabych punktów – serio, ciężko się do czegoś przyczepić i musiałbym to robić na siłę. Powinniście w nią zagrać nie tylko jeśli jesteście fanami serii Gears of War, ale także jeśli lubicie po prostu dobre gry – bo Gears Tactics dobrą grą jest i basta. Przy okazji jak na grę od Xbox Games Studios przystało jest w abonamencie Xbox Game Pass, więc cenowy próg wejścia jest bardzo niski.

Gra ograna w ramach subskrypcji Xbox Game Pass


Copyright © 2021 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.