Padem o ścianę

Get Even – Recenzja

Paweł Jastrzębski

Polskie Get Even zainteresowało mnie od pierwszego zwiastuna. Połączenie klasycznego FPS-a z psychodeliczną przygodówką urzekło mnie, więc jak tylko pojawiła się okazja, gra zawitała na dysku mojej konsoli.

Get Even powstało w gliwickim studiu The Farm 51. Zapowiedziane pierwotnie zostało w 2014 r. a ujrzeć światło dzienne miało jeszcze w 2015 r. Ostatecznie datę premiery ustalono na 26 maja 2017 r., jednak przez zamach bombowy w Manchesterze przełożono ją na 23 czerwca 2017 r.  i spotkała się z generalnie przyzwoitym przyjęciem – jej średnia na metacritic wynosi obecnie 73 punkty w wersji na Xbox One.

Get Even jawi się z początku jako psychodeliczny shooter FPS, w którym dużą rolę odgrywa posiadany telefon komórkowy. Gra  zaczyna się bardzo klasycznie. Nasz bohater ląduje w tajemniczym budynku z giwerą i telefonem komórkowym i tylko jedną myślą – uratować dziewczynę. Przebijamy się więc przez kolejne pozornie opuszczone lokację (po drodze likwidując kilku uzbrojonych łepków), by w końcu dotrzeć do pomieszczenia, gdzie przetrzymywana jest porwana dziewczyna. Jako, że siedzi ona na krześle, a do ciała przymocowany ma ładunek wybuchowy, przystępujemy do próby jej rozbrojenia. Niestety popełniamy błąd, przez co bomba wybucha, zabijając nas i dziewczynę.

Get Even 1

Następnie budzimy się w tajemniczym szpitalu z jakimś dziwnym ustrojstwem na głowie, a tajemniczy głos we łbie mówi nam, że nazywamy się Cole Black, a to, czego właśnie doświadczyliśmy, to projekcja naszych wspomnień, wydobyte za pomocą urządzenia, zwanego Pandora. Głos w naszej głowie, identyfikuje się jako RED i twierdzi, że nasz bohater cierpi na zanik pamięci, a w szpitalu znalazł się w celu rozwiązania tajemnicy porwania dziewczyny. RED chce, byśmy przeżyli jeszcze raz wydarzenia związane z porwaniem dziewczyny, by odkryć, kto stoi za jej porwaniem i śmiercią.

W tym celu musimy pokręcić się po szpitalu, by odnaleźć „obrazki” wprowadzające nas we wspomnienia i po kolei starać się je przeżyć, by dowiedzieć się jak najwięcej.

Get Even 2

Jako, że pamięć to zawodna bestia, przeżywanie wspomnień nie ma nic wspólnego z oglądaniem filmu. Musimy wziąć sprawę w swoje ręce i przejść wszystko krok po kroczku (skojarzenie z Animusem jest chyba na miejscu). Dużą rolę w odgrywaniu wspomnień ma odrywanie wszelkich rodzajów dowodów, strzępków dokumentów, pozostawionych dyktafonów itp. Tylko zebranie ich wszystkich gwarantuje pełną synchronizację, a co za tym idzie odkrycie całej prawdy. Z początku wydaje się to być kolejnym przejawem zbieractwa, ale szybko okazuje się, że jest to konieczne, do odblokowania „dobrego” zakończenia. Dodatkowo zebranie większej ilości materiału dowodowego nagradzane jest przez RED-a nową pukawką. Wszystkie fragmenty wspomnień możemy dodatkowo przeżyć ponownie, by uzupełnić wiedzę.

Get Even 3

Właśnie przy okazji zbieractwa dużą rolę odgrywa telefon komórkowy. Jego wibracje oznaczają zbliżanie się do materiału dowodowego, który następnie trzeba zeskanować za pomocą aparatu. Oprócz tego telefon komórkowy pełni funkcję mapy, filtru podczerwieni (dzięki czemu możemy podejrzeć wrogów, czy rozwiązać kilka zagadek logicznych) czy filtru UV, pomocnego w śledzeniu śladów krwi.

Oprócz materiału dowodowego telefon wskazuje nam także anomalie czasowe, które również aktywujemy za pomocą aparatu. Pozwalają one  przywrócić np. osłonę, za która możemy się skitrać.

Get Even 4

Drugim ciekawym elementem gry jest cornergun – broń ze zginalną lufą, do której można dołączyć różne rodzaje pukawek – z tłumikiem, automatyczną itp. Dzięki tej broni możemy bezstresowo zdejmować przeciwników zza rogu czy osłony. Jest to broń szalenie przydatna w walkach – aż szkoda, że jest ich taka mało.

 

Nasuwa się tutaj bowiem moim zdaniem jedna z największych wad Get Even – brak tożsamości. Ta gra nie jest ani shooterem ani grą detektywistyczną. Stoi trochę w rozkroku pomiędzy jednym gatunkiem a drugim i niestety w żadnym z nich nie jest rewelacyjna. Gra raczej stawia na spokojną eksplorację, likwidowanie przeciwników po cichu lub wręcz unikanie walki niż na wpadanie z pieśnią na ustach i sianie zniszczenia. RED, siedzący w naszej głowie także podczas rozgrywania wspomnień, wręcz opieprza nas gdy próbujemy utorować sobie drogę do celu za pomocą gradu kul, mówiąc, że to nie tak było Panie Black, proszę nie ingerować we wspomnienia. 72ada2d9-6839-4488-8191-9e74d7babefb

Sama rozgrywka charakteryzuje się dość ciężkim klimatem (zwłaszcza w etapach rozgrywających się w szpitalu), ale jest bardzo nierówna – są etapy, podczas których siedzi się na krawędzi kanapy, a serce wali jak opętane, by chwile później zwolnić do tego stopnia, że gracz zaczyna ziewać.

Na plus jednak trzeba zaliczyć fabułę i sposób jej prowadzenia – do samego końca trudno przewidzieć o co tak naprawdę chodzi. Zwrotów akcji jest od groma, a przy tym są tak nieoczywiste, że autentycznie potrafią zaskoczyć jak w najlepszym serialu. Nie będę za bardzo spoilerować, ale „końcówka” przygód Blacka jest solidnym zaskoczeniem – konia z rzędem temu, kto przewidział taki rozwój wypadków.

Get Even 6

Get Even nie jest grą długą – przejście wątku głównego zajmie Wam ok 9-11 godzin, w zależności czy będziecie lizać ściany, czy pójdziecie po linii najmniejszego oporu. Wydaje się to wystarczająca długością, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że gra nie jest klasyczną grą AAA, więc i nie kosztuje jak taka – spokojnie wyrwiecie nówkę <100 zł. Długość gry jest też odpowiednia, biorąc pod uwagę, że pod koniec gra trochę nuży – klimat zaczyna przytłaczać, a od gdzieś tak 3/4 gry odliczałem już tylko do końca.

Graficznie Get Even wyróżnia się na tle innych gier, głównie zastosowanie fotogrametrii, czyli cyfrowym odwzorowaniem prawdziwych budynków i przeniesieniem i na ekrany telewizorów (podobną technologię zastosowano w The Vanishing of Ethan Carter). Sprawia to, że lokację wyglądają jak żywe. Czasami kłóci się to z modelami postaci, ale generalnie oprawę graficzną trzeba zapisać na plus – nie jest to graficzny top, ale jest tego topu bardzo blisko.

Warto osobny akapit poświęcić na oprawę muzyczną. Odpowiada za nią Olivier Derivière – uznany kompozytor, nagrodzony nagrodą  Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Filmowych, za muzykę do Remember Me. Generowana jest ona w  czasie rzeczywistym i świetnie oddaje to, co dzieje się na ekranie, a w etapach w szpitalu potrafią przyprawić o mocniejsze bicie serca. Robi ona wrażenie zwłaszcza podczas gry na słuchawkach. Polecam także nasłuchiwania konkretnych dźwięków, czy melodii, które pojawiają się w kilku momentach, jakby sugerując jakiś związek miedzy nimi. Może będzie to pewnego rodzaju przegięcie, ale Get Even ma jedną z lepszych opraw muzycznych – absolutne mistrzostwo.

00c8a113-afa7-4178-8ff9-14f83800f547

Podsumowując Get Even to bardzo solidna gra, której naprawdę nie wiele brakuje, by dołączyć do najlepszych tegorocznych gier. Przez nierówny poziom i pewne braki w tożsamości jest grą dobrą ze wskazaniem na bardzo dobrą. I naprawdę niewiele jej brakuje, by wskoczyć do pierwszej ligi. Jako, że kosztuje relatywnie małe pieniądze, jak tylko wygrzebiecie się z jesiennych hitów, koniecznie się za nią weźcie – nie powinniście żałować.


Copyright © 2018 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.