Padem o ścianę

Gra dla której warto posiadać Xbox One – recenzja Sunset Overdrive

Paweł Jastrzębski

Po ukończeniu Assassin’s Creed Unity i traumą związaną z tym tytułem, potrzebowałem czegoś lżejszego na odreagowanie. Wybór padł na, wydany wyłącznie na Xbox One, Sunset Overdrive. Słyszałem, że jest to dobra gra, czytałem entuzjastyczne recenzję, ale nie spodziewałem się, że będzie aż tak dobrze. Ilością miodu znajdującą się w tej grze można by obdzielić kilka innych produkcji, a i tak zostałoby go wystarczająco, że urywałaby jaja.

Sunset Overdrive to trzecioosobowy shooter akcji osadzony w otwartym świecie. Za jego powstanie odpowiada Insomniac Games. Jest to o tyle ciekawe, że jest to developer do tej pory kojarzony raczej z marką Playstation, na którą wydał ekskluzywnie takie serię jak Ratchet & Clank i Resistance. Ich pierwszą multiplatformową grą był bardzo udany (według mnie) FUSE. Sunset Overdrive zostało ogłoszone na (nie)sławnej konferencji Microsoftu podczas E3 2013, a zadebiutowała na światowych rynkach 28 października 2014 r., zbierając bardzo dobre recenzje (81 na metacritic). Od samej prezentacji wiadome było, że gra nie będzie do końca poważna i za cel postawi robienie sobie z gracza (i z graczem) ordynarnych jaj – spójrzcie tylko na ten zwiastun.

Akcja gry dzieję się w 2027 r., gdy gigantyczna korporacja Fizzco wypuszcza na rynek nowy napój energetyczny – Overcharge Delirium XT, którego premiera miała miejsce w Sunset City. Okazało się jednak, że poza daniem konsumentowi energetycznego kopa, ma jeden całkiem interesujący efekt uboczny – zamienia pijącego w bezmyślnego mutanta, którego jedynymi celami jest spożycie jak największej ilości Overcharge i ubicie naszego protagonisty.

Apokalipsa okazuje się niespodziewanie zbawieniem dla naszego bohatera, który do tej pory był młodym człowiekiem, zawodowo zajmującym się zbieraniem śmieci na imprezach. Koniec świata ma jednak pewien interesujacy ficzer – brak zasad. Dzięki temu w końcu nasz bohater może robić co chce, nie zważając na normy moralne i społeczne. Na wstępie mamy możliwość dosyć szerokiej personalizacji – możemy wybrać płeć i budowę ciała (dwie figury kobiece i dwie męskie), potem twarz, włosy, oczy, zarost, ciuchy, tatuaże i wszystko inne co przyjdzie nam do głowy (wszystko to można zmienić podczas gry, także jest możliwość popuszczania wodzy wyobraźni). Edytor postaci nie jest przesadnie rozbudowany (dzięki temu nie spędza się w nim tyle czasu co w Skyrim), ale bez problemu stworzymy postać, która będzie odzwierciedleniem naszej wyobraźni – chcesz stworzyć wielkiego faceta wyglądającego jak połączenie wikinga z Pudzianem i ubrać go spódniczkę i węża boa? Żadne problem 🙂 Ja jednak postawiłem na klasykę i stworzyłem taką oto laseczkę:

sKiedy już uporamy się utworzeniem naszego wirtualnego alter ego nie pozostaje nam nic innego nić wyruszyć na miasto i szukać kogoś, kto pomoże nam wydostać się z Sunset City. A wybór jest spory, bo pomocy udzieli nam kilka frakcji (o dziwo nie zwalczających się): Studenciaki z Oxfordu, Harcerzyki mający fioła na punkcie survivalu i przyznawania sprawności, Geeki bawiące się w LARP, Typowy amerykański redneck i Cheerleaderki Ninja), z których każda pomoże nam w innym aspekcie (oczywiście w zamian za naszą pomoc w postaci wykonywania side questów). Z początku naszą jedyną motywacją jest chęć wydostania się z miasta – w miarę rozwoju gry dochodzą inne, o których nie będę pisać, żeby nie spoilerować. Dość powiedzieć, że z początku naszymi przeciwnikami są mutanty i „źli” ocaleni – potem dochodzą roboty Fizzco, które za punkt honoru postawiły sobie uratowanie korporacji przed wściekłością akcjonariuszy poprzez…. eliminację wszystkich dowodów działania Overcharge Delirium XT, z całym miastem włącznie.

Jak w wielu grach z otwartym światem rozgrywka polega na lataniu po mieście, ubijania mutantów i wykonywania mniej lub bardziej sensownych misji. Side questy nie są specjalnie odkrywcze – standardowe przynieś, podaj, pozamiataj, a przy okazji wybij wszystko po drodze – różnią się tylko poziomem absurdu. Co wyróżnia Sunset Overdrive z morza podobnych gier (oprócz absurdalnego humoru), to sposób poruszania się po mieście. Otóż Insomniac stwierdziło, że bieganie byłoby strasznie nudne, zamiast tego potraktowali infrastrukturę miejską jak jeden wielki skate park – tylko taki trochę na sterydach. Każda krawędź (w tym także linie wysokiego napięcia) zamienia się w ekstremalną ścieżkę, którą można pokonywać ślizgiem. Każda parasolka/baldachim/wentylator staję się katapultą dzięki której dostaniemy się w wyższe miejsce. Dodajcie do tego możliwość biegania po ścianach i otrzymacie obraz najbardziej zakręconego poruszania się po mieście jaki jesteście w stanie sobie wyobrazić. Co najważniejsze, sprawdza się to rewelacyjnie, a „normalne” poruszanie się jest po prostu nieopłacalne – nasza postać jest wolna i wrażliwa na ataki. Dość ciekawa i znamienna refleksja naszła mnie jakoś w połowie gry: w Assassin’s Creed Unity nie korzystałem z szybkiej podróży, bo trwało to niemiłosiernie długo; w Sunset Overdrive nie korzystałem z szybkiej podróży bo poruszanie się po mieście było zrobione tak rewelacyjnie, że nie chciało się go przerywać. Wygląda to mniej więcej tak:

Jako że podczas apokalipsy niebezpiecznie jest się poruszać nieuzbrojonym, twórcy do naszej dyspozycji dali kilka ciekawych broni. Już pierwsza jaką otrzymujemy zwiastuje, że i w tym elemencie Insomniac nie hamowało kreatywności pracowników:

Dalej jest tylko lepiej – rakietnicą staje się wyrzutnia pluszowych misiów wypełnionych dynamitem, wyrzutnia petard rzymskich robi za apokaliptycznego miniguna itp. itd. Uzbrojenie jest naprawdę wyczesane, a dodatkowo możemy je modyfikować za pomocą specjalnych dodatków, tutaj zwanych ampami, – nic nie stoi na przeszkodzie, by do wyrzutni płyt winylowych dodać ulepszenie dodatkowo ładujące płyty ładunkiem zamrażającym – możliwości jest naprawdę sporo, a każda istotnie modyfikuje sposób posługiwania się daną bronią. W jednej ze scen w grze nasz bohater, wzorem kreskówkowych filmów, prezentuje spory arsenał – prezentuje się imponująco:

beznazwy

Elementem dodatkowo wyróżniającym Sunset Overdrive z zalewu innych gier, to fakt że w żadnym momencie nie udaje, że jest czymś więcej niż grą – nie tyle burzy czwartą ścianę, co czwarta ściana praktycznie w niej nie istnieje. Główny bohater zwraca się bezpośrednio do gracza, rozmawia z innymi postaciami, które także zdają sobie sprawę, że są postaciami z gry. Wspomniałem wcześniej o ampach do broni – możemy również przypisać takie ulepszenie do bohatera – jedno z nich w opisie ma „Screw the fourth wall” – po jej użyciu dostajemy narratora, który komentuje nasze co bardziej zakręcone akcję. Takich elementów jest bardzo dużo, ale mi zapadły w pamięć szczególnie 2 sytuację:

  1. W grze jako znajdzki występują punkty widokowe – gdy podchodzimy do jednego z nich nasza postać mówi coś w stylu: „Czy powinnam go zsynchronizować? O sorry – nie ta gra”;
  2. Gdy przychodzi nam zniszczyć mini bossa, po dwukrotnym przysadzeniu mu rakietą w ryj, nasz telefoniczny doradca rzuca do nas tekstem w stylu: „Musisz mu przywalić jeszcze raz – zgodnie z typową dla gier zasadą trzech”.

Słowo trzeba także powiedzieć o kolejnej śmiesznej rzeczy – animacji respawnów. Twórcy wyszli chyba z założenia, że skoro respawny są z założenia bez sensu (no bo jak to? giniemy, a za chwile wracamy nienaruszeni do gry?), to trzeba polecieć po bandzie o zrobić absurdalne do granic możliwości. I tak dostajemy masę nawiązań do popkultury – respawny w stylu Doktora Who, Star Treka, Terminatora, Portal itp. itd. Zobaczcie zresztą małą próbkę (niestety nie mojego autorstwa):

Jeżeli taki humor choć trochę do Was przemawia, to będziecie bawić się w przy Sunset Overdrive świetnie. Musicie tylko przestawić się na zupełnie odjechaną konwencję – w tej grze znajdźkami (które nie są tylko tak sobie poustawiane – za ich pomocą kupujemy ampy) są: porozwieszane rolki papieru toaletowego, zawieszone na drutach wysokiego napięcia stare tenisówki, neony Overcharge Delirium, balony promocyjne Fizzco; jako przywódca jednej z frakcji występuje ekspert od survivalu, co samo w sobie nie byłoby dziwne, gdyby nie fakt, że nie ma on rąk i nóg; jednym z bossów jest gigantyczny balon/robot – wymieniać można by w nieskończoność. Mimo tego twórcy uniknęli przesytu i gra po prostu się nie nudzi i to jest jej chyba największy atut.

Wspomnieć wypada także o sposobie masowego pozbywania się zarażonych mieszkańców miasta. W Sunset Overdrive, wzorem Bulletstorma, nie chodzi tylko o eksterminację mutantów, ale o robienie tego z odpowiednią stylówą. Za zabójstwo połączone z powietrzną akrobacją, bądź ślizgiem po kablach dostaniemy zdecydowanie więcej punktów niż po prostu za odpalenie shotguna w twarz mutanta. System nie jest tak rozbudowany jak skill shoty w Bulletstormie, ale i tak daj masę satysfakcji. Dodatkową zachęta do bardziej stylowej eksterminacji jest fakt, że przy zabójstwach z trampoliny/ślizgu na krawędzi/odpowiednim naładowaniu licznika kombosów, dostajemy odznaki które potem można wymienić na ulepszenie naszej postaci.

Przejście wątku głównego zajmie Wam jakieś 30 godzin, ale grę spokojnie wydłużycie za pomocą wyzwań i Chaos Squad. Wyzwania sprawdzają w jakim stopniu opanowaliśmy najważniejsze umiejętności – ślizgu, zabójstw ze stylem, posługiwaniem się konkretnymi brońmy itp. Niektóre są bardzo przyjemne i zdobycie w nich złotego medalu wymaga tylko kilku prób, ale niektóre mogą być naprawdę upierdliwe.

Chaos Squad, to z kolei tryb kooperacyjny dla maksymalnie 8 osób. W każdej dzielnicy (w podstawowej wersji jest ich 4) mamy 4 misje, a potem kończąca imprezę obrona fortu. Podstawowe misję wybierane są losowo z większej puli – a to musimy obronić nadajnik albo elektrownie atomową; innym razem musimy odpowiednio stylowo wykończyć hordę – pełna klasyka. Wykonując misję zdobywamy punkty chaosu, które po zakończeniu wymieniane są na odpowiednie do naszego poziomu nagrody. Muszę stwierdzić, że twórcy doskonale wybrali nazwę tego trybu – 8 osób jednocześnie odpalających granaty robi taki chaos na ekranie, że aż trudno uwierzyć, że konsola wyrabia. Niemniej jednak tryb ten daje sporo frajdy nawet po zakończeniu przygody z fabuła.

Kolejną rzeczą za którą muszę pochwalić Sunset Overdrive, to oprawa graficzna. W skrócie – gra jest piękna. Lekko komiksowy i kolorowy styl grafiki doskonale pasuje do konwencji gry. Mutanty wyglądają karykaturalnie i momentami śmiesznie, a ich wybuchy z falą krwi układającą się czasami w napisy (np. booom, headshot, brrrrrr itp.) powodują mimowolny uśmiech na twarzy gracza. Oczywiście trafiają się głupie błędy jak doczytujące się obiekty czy tekstury, ale moim zdaniem nie wpływa to na odbiór całości.

Osobny akapit zdecydowałem się poświęcić muzyce. Nie pamiętam kiedy ostatni raz muzyka w grze zrobiła na mnie takie wrażenie jak w Sunset Overdrive. na potrzeby gry twórcy przygotowali i nagrali 42 kawałki, z których każdy ma dodatkowo 9 mixów, używanych w zależności od dynamiki akcji. Całość soundtracku to punk rockowe i garage rockowe kawałki, które idealnie pasują do apokalipsy zmutowanych zombiaków. Dodatkowo muzyka jest świetnie wprowadzana do rozgrywki – wystarczy rozpocząć jakąś kozacką rozpierduchę, żeby odpalić pasujący kawałek. Biegaj natomiast smętnie po ulicy, a jedyne co usłyszysz z głośników to stukot butów. Zaprawdę powiadam Wam nie kojarzę, żeby kiedykolwiek przytrafiła mi się sytuacja bym przesłuchał soundtrack z gry, a tutaj od kilku dni mam w pracy playliste z Sunset Overdrive 😀 Jedna piosenka szczególnie przypadła mi do gustu – mam nadzieję, że i Wam się spodoba:

Podsumowując przez cały czas grania banan nie schodził mi z ucha, a gdy po skończeniu gry usiadłem do Far Cry 4 kilka prób zajęło mi przestawienie się na „spokojniejsze” granie – zamiast się skradać szukałem bandy, z której mógłbym odpalić pluszowego misia. Sunset Overdrive, mimo posiadania dużej konkurencji w kategorii „najlepsze nowe IP roku” w postaci Middle-Earth: Shadow of Mordor, wygrywa w przedbiegach i spokojnie znajduje się wśród najlepszych gier jakie wyszły w 2014 r. Naprawdę warto posiadać Xbox One by zagrać w Sunset Overdrive.


Copyright © 2019 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.