Padem o ścianę

Guacamelee! Super Turbo Championship Edition ? Recenzja

Paweł Jastrzębski

Drugą grą ukończoną w tym roku, również przy współudziale Kozika, jest Guacamelee! Super Turbo Championship Edition (88 na metacritic). Krótko mówiąc jest to platformówka połączona z beat?em?up, w której wcielamy się w Luchadora Juana. Jeżeli nie wiecie kto to zacz Luchador, to śpieszę wyjaśnić (nie żebym był taki mądry ? wygrzebałem w googlach ;) ), że jest to hiszpańskojęzyczne (głównie meksykańskie) określenie na zawodowego zapaśnika uprawiającego Lucha Libre ? taki meksykański wrestling. Wygląda zaś trochę jak bohater puszczanej wieki temu na Polonia 1 ?Tygrysiej Maski?. Wygląda to mniej więcej tak:

01-luchador

Właśnie przedstawicielem tego szlachetnego sportu przyjdzie nam grać. Już sam wybór głównego protagonisty sugeruje nam, że nie mamy do czynienia z produkcją do końca poważną ? poziom absurdu często przekracza wszelkie normy. Na komiksowy i humorystyczny charakter produkcji zwracają również uwagę materiały promocyjne:

Jak wspomniałem w grze wcielamy się w Juana, który próbuje uratować córkę niejakiego El Presidente z rąk demonicznego szkieletora Carlosa Calaki, który z niewiadomych powodów powstał z grobu wraz ze swoją piekielną armią. Standardowo od nas tylko zależy czy uratujemy nasz świat przed wiecznym potępieniem. Jak widać fabuła jest tylko pretekstem do przedzierania się przez nieumarłą armię przy akompaniamencie meksykańskiej muzyczki, która o dziwo idealnie komponuje się z charakterem produkcji.

Sama rozgrywka nie jest specjalnie skomplikowana ? do dyspozycji mamy kilka kombinacji ciosów, które możemy wykorzystać nie tylko do eliminacji wrogów, ale także jako pomoc w dostaniu się do trudno dostępnych miejsc. Oprócz standardowego zestawu, do naszej dyspozycji oddane są ciosy specjalne ? uppercut rodem ze Street Fightera (Shoryuken!), coś co z braku lepszego słowa można nazwać poziomym shoryukenem oraz atak z góry. Jako, że nasi wrogowie na późniejszych etapach używają różnego rodzaju tarcz (każdą można zniszczyć tylko określonym ciosem) nie wystarczy tylko napieprzać bezmyślnie w przyciski ? czasami trzeba troszkę pokombinować. Jako bonus twórcy umieścili pasek, po którego naładowaniu możemy włączyć tryb Intenso, który daje nam zwiększoną siłe ciosów i lepszą odporność na obrażenia. Jeżeli dodamy do tego możliwość swobodnego przełączania między światem realnym, a światem cieni (możemy przełączyć zarówno cały świat, jak ?przełączyć? tylko siebie) ? gdy np. 2 z 4 wrogów należy do naszego świata, a reszta do cieni, robi się dużo ciekawiej.

Zmiany wymiarów przydają się nie tylko podczas walki ? również w etapach platformowych zmuszeni jesteśmy używać tego motywu. Niektóre ściany są bowiem dostępne jedynie w określonym wymiarze. Zmusza to nas do sporego kombinowanie ? trzeba często korzystać np. z następującej metody: skok przez niewidoczną w naszym wymiarze ścianę+zmiana wymiaru+?poziomy shoryuken? przez kolejną ścianę+zmiana wymiaru+shoryuken by dostać się na kolejną półkę. Jeżeli brzmi to skomplikowanie, to śpieszę wyjaśnić, że jest to najmniej skomplikowana metoda. Dodajcie do tego możliwość biegania po pionowych ścianach (uczy nas tego stary facet zmieniający się w kozę), bądź odbijania się od ścian i lecenia niczym superkoza do kolejnej ściany, a zobaczycie tylko ułamek możliwości na swobodne poruszenie się. Żeby jeszcze bardziej zagmatwać obraz twórcy oddali do naszej dyspozycji oddali także możliwość zmienienia się w ? kurczaka, co umożliwia dostanie się w trudno dostępne miejsca.

Jak więc widzicie gra jest popieprzona jak jasna cholera. Ale popieprzona w fajny sposób ? kupę radochy daje przedzieranie się przez kolejne etapy, a solidne zrównoważenie etapów platformowych i walczących sprawia, że ciężko się w niej nudzić. Zdecydowanie jest to jedna z sympatyczniejszych platformówek w jakie ostatnio dane było mi grać ? szczególnie dobrze sprawdza się granie w dwie osoby na jednej konsoli, choć czasami poziom chaosu przytłacza i mimo całkowitej odmienności dwójki bohaterów idzie czasami pomylić postacie.

Żeby nie było za słodko, to gra ma kilka denerwujących wad. Wkurza przede wszystkim brak dziennika ? w grze dostępne są zadania poboczne, ale nie mamy możliwości sprawdzenia który jest aktywny. Brak również możliwości ustawienia znacznika na mapie, który ułatwiałby poruszanie się po świecie. Jednak moim zdaniem największa wada związana jest z największą zaletą gry ? trybem współpracy. Owszem można doskoczyć do gry w każdym momencie jak również w każdym momencie rozgrywkę opuścić. Brak jednak jest moim zdaniem skalowania rozgrywki. Sprawia to, że gra staje się czasami absurdalnie łatwa ? większość walk można bowiem rozwiązać stosując taktykę walki na chama dwoma postaciami, ucieczki w ustronne miejsce gdy zginie jeden z bohaterów, spokojne czekanie na respawn i dalej to samo. Szkoda również, że kamera jest ściśle powiązana z pierwszym graczem ? sprawia to, że etapy platformowe może co do zasady wykonywać tylko ten kto dzierży pierwszego pada ? w innym przypadku po przekroczeniu określonego punktu, gra ?cofa? nas do początku ? chyba, że uda się pokonać poziom synchronicznie, ale w większości przypadków jest to niewykonalne. Inną kwestią jest także brak otrzymywania achievementów przez drugiego gracza ? niby nic, a wkurza, zwłaszcza, że staje się to coraz powszechniejsze. Rozczarowuje też długość rozgrywki, ale jako że gra była dostępna w ramach Games with Gold, nie ma powodu narzekać.

Ogólnie jednak Guacamelee! Super Turbo Championship Edition, to gra zdecydowanie godna uwagi ? jest w sam raz na posiadówke z kumplem przy browarku, żeby troszkę się zrelaksować po poważniejszych grach. Grafika może nie powala, podobnie jak oprawa dźwiękowa (która poza meksykańską muzyczką właściwie nie istnieje. Serio ? nawet dialogi są pisane) ? całość jednak jest utrzymana w takich klimatach, że nie sposób się nudzić. Zdecydowanie warto zagrać ? polecam.


Copyright © 2018 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.