Padem o ścianę

Left 4 Dead 13-stą ukończoną grą w tym roku ? Recenzja

Paweł Jastrzębski

Podczas najnowszej walki ze złem ukończyłem, do spółki z Kozikiem, trzynastą grę w tym roku ? Left 4 Dead. Czuję się więc uprawniony by opisać krótko moje wrażenia, a także podjąć próbę zrecenzowania jej.

Nieświadomych śpieszę poinformować, że jest to kooperacyjny shooter/survival horror. Rozgrywka skupia się na czteroosobowej grupie Ocalałych, którzy znaleźli się w miejscu objętych epidemią czegoś co umownie można nazwać wirusem zombie. Jak nietrudno się domyślić miejsce naszego pobytu roi się od zarażonych, których można podzielić na 5 kategorii:

  1. zwykły ?zombiak?,
  2. Smoker ? potrafiący przyciągnąć Ocalonego językiem z kilkunastu metrów,
  3. Boomer ? wielki grubas, potrafiący się na nas wyrzygać, co nie dość, że zaburza widoczność, to jeszcze ściąga na nas całą hordę wrogów,
  4. Witch ? mała jęcząca dziewczynka rodem z ?The Ring?, która zaalarmowana rzuca się na nas, zadając sporę obrażenia;
  5. Tank ? jak sama nazwa wskazuje, wielki, silny, upierdliwy i ciężki do zasiekania stwór.

Tryb fabularny (choć słowo fabuła jest zdecydowanie na wyrost) dzieli się na cztery kampanię, podzielone na 4 rozdziały. Wybór kampanii poprzedza wybranie postaci – weterana wojny wietnamskiej Billa,  murzyna w garniaku Louisa, laseczki Zoey oraz harleyowca Francisa. Jak widać wybór postaci jest na maksa poprawny politycznie, jednak w żaden sposób nie wpływa na rozgrywkę ? choć według słów Kozika i prawideł gatunku, murzyn ginie pierwszy ;)

W każdej kampanii schemat jest praktycznie taki sam ? zaczynamy przy stole bronią (do dyspozycji mamy: pistolet/pistolety + UZI, shotguna, strzelbę, karabin maszynowy i karabin myśliwski w funkcją zoomu; jako broń dodatkowa ? koktajl mołotowa lub pipe bomb) z którą ruszamy na polowanie. Naszym zadaniem jest przebicie się przez zastępy wroga i dostanie się do schronu, w którym można uzupełnić amunicję i apteczki ? i tak trzy razy na kampanię. Po drodze kilka razy dochodzimy do momentu, w którym trzeba odpalić  jakieś urządzenie (most/silnik/lokomotywę itp.), którego hałas ściąga masę zombiaków do ubicia. Po trzech schronach dochodzimy do miejsca ewakuacji, a wezwanie transportu (helikoptera/statku/samolotu/samochodu opancerzonego), uruchamia finałową falę zombiaków chcących dobrać się do naszych mózgów. Po odpowiednio długiej obronie nasz transport przybywa i oddalamy się w stronę zachodzącego słońca ? i tak cztery razy.

Po powyższym opisie gra nie wydaje się zapewne skomplikowana i emocjonująca, ale uwierzcie Mi ? klimat jest. Grafika z racji wiekowości gry nie stoi na zbyt wysokim poziomie, ale moim zdaniem nie razi po oczach i stanowi kolejny dowód na to, że w miodność gry jest ważniejsza niż jej wygląd. W grze dominują ciemne kolory, a często jedynym źródłem światła jest przyczepiona do broni latarka ? która podczas np. przeładowania (zgodnie z logiką zresztą) przestaje oświetlać nam drogę. Ponadto wbrew współczesnym standardom życie nie regeneruje się, więc czasami niezbędne jest skorzystanie z apteczki lub środków przeciwbólowych. W przeciwieństwie do wielu innych gier post-apo, w których na gruzach świata można znaleźć nienaruszoną apteczkę i amunicję, tutaj jest to możliwe jedynie we wspomnianych wyżej schronach. Dodajcie do tego możliwość dźwigania tylko jednej apteczki na głowę i zaczyna się robić nieciekawie.

Samo rozgrywka nie toczy się w szybki tempie, znanym chociażby z Call of Duty ? tutaj chodzi się powoli, bacznie wpatrując (i nasłuchując) jęczącej Wiedźmy. Mimo, że do zabicia zombiaka wystarczy najczęściej jeden strzał z broni innej niż pistolet, to gdy horda takich upierdliwców nas otoczy, jedynym ratunkiem jest rozpaczliwe wołanie o pomoc. I tu dochodzimy do sedna sprawy ? zdecydowanie nie jest to gra dla jednego gracza. Granie zaczyna mieć sens co najmniej z jednym dodatkowym graczem. Jednak i wtedy sztuczna inteligencja, sterująca pozostałą dwójką, nie zawsze zachowuje się sensownie ? a tu leczy, kiedy jeszcze nie trzeba, a tu wybiega na chama do przodu alarmując zombiaka, do którego ktoś inny się czai itp. itd. Owszem SI często pomaga, ale równie często przeszkadza. Jestem przekonany, że w cztery osoby grałoby się nie tylko przyjemniej, ale i łatwiej.

Mimo wielu wad i trochę przestarzałej mechaniki (chociażby brak możliwość przycelowania) gra daje dużo frajdy i jest bardzo przyjemną coopową propozycją. Mimo, że gra jest stosunkowo krótka ? przejście jednej kampanii zajmuje ~1,5 h (prosta matematyka mówi więc, że jest to gra na 6 godzin), posiada spore replayability ? zwłaszcza przy graniu po sieci. Bardzo szkoda, że twórcy nie pokusili się, by umożliwić granie na splitscreenie w tryb, w którym steruje się zombiakami ? zdecydowanie podniosło by to moją ocenę tej gry, a przy tym sporo wydłużyło przygodę z tą produkcją.

Podsumowując, mimo swojego wieku gra nadal potrafi dać dużo frajdy i jeśli tylko macie z kim w nią zagrać, po sieci lub na kanapie, to zdecydowanie warto dać jej szansę.


Copyright © 2018 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.