Padem o ścianę

Marvel’s Spider-Man (PS4) – Recenzja

Paweł Jastrzębski

Spider-Man odkąd pamiętam należał do czołówki moich ulubionych bohaterów komiksowych. Do tej pory jednak nie udało mi się zagrać w grę, która by mnie urzekła. Kiedy jednak dowiedziałem się, że odpowiedzialny m.in. za Sunset Overdrive Insomniac Games grzebią przy nowej grze z Pająkiem w roli głównej moje zainteresowanie sięgnęło zenitu, by zaraz szybko opaść, gdy wyszło, że gra wyjdzie tylko na PS4. Po kilku miesiącach jednak przemogłem się, pożyczyłem od dobrego człowieka Playstation 4 Pro, wraz ze kopią gry i zanurzyłem się w Nowym Jorku.

Akcja Marvel’s Spider-Man zaczyna się bardzo spokojnie – Petera Parkera poznajemy, kiedy dostaje informacje o policyjnej obławie na Kingpina. Nasz dzielny pajęczak nie zasypia gruszek w popiele i czym prędzej idzie wesprzeć dzielnych policjantów i doprowadzić Fiska przed oblicze sprawiedliwości. Gdy już Kingpin bezpiecznie zostaje odstawiony do więzienie, Peterowi wydaje się, że w końcu trochę odsapnie i będzie mógł skupić na bardziej przyziemnych sprawach, ale niestety nic bardziej mylnego.

Przyroda bowiem nie znosi próżni i o miejsce na szczycie przestępczego łańcucha pokarmowego walczyć zaczyna kilka gangów, co powoduje, że nasz bohater zamiast zasłużonego oddechu, zaczyna zapierniczać bardziej niż kiedykolwiek. Na horyzoncie majaczy także większe zagrożenie, związane z kanonicznymi wrogami Spidera.

Generalnie fabuła w Spider-Manie prowadzona jest w idealny sposób – bardzo filmowo, a jednocześnie interesująco. Najpierw dostajemy pajęczaka, który po prostu bawi się swoimi mocami, lata po mieście jak głupi, okazjonalnie zlikwiduje bazę Fiska, naklepie gęby zbirom, którzy staruszkę chcieli okraść – ogólnie będzie się bawił w Przyjaznego Spider-Mana z Sąsiedztwa. Z biegiem fabuły jednak coraz bardziej zazębia się intryga, która z mocno kameralnej historii zamienia się niemalże w bitwę o Nowy Jork.

Szczerze mówiąc takie prowadzenia fabuły sprawdza się idealnie. Z początku mamy tylko kameralne latanie po mieście, cieszenie się z bycia Spider-Manem. Okazjonalnie pomożemy policji w rozbiciu gangu złoczyńców, czy przywróceniu do zasilania wieży obserwacyjnej. Dopiero po kilku godzinach gry zaczyna się faktyczna rozgrywka i historia, która obejmie wszystkie najważniejsze postacie z życia Petera Parkera/Spider-Mana. Generalnie jednak fabuła jest bardzo ciekawa, spójna i pełna smaczków dla fanów komiksowego pierwowzoru. Zdecydowanie jest to mocny punkt gry.

Wykreowany świat i historia są chyba największą siłą Spider-Mana. Sprawdzonym wzorem, który Rocksteady zastosowało przy serii Batman: Arkham…, Insomniac Games wprowadziło cały panteon ważnych dla Petera postaci. Na pierwszy plan tutaj wysuwa się rzecz jasna Mary Jane, która podczas gry nie jest jeszcze żoną Petera, a byłą (przyszłą?) dziewczyną naszego bohatera. Przy okazji zaliczyła ona największą metamorfozę w stosunku do komiksowego pierwowzoru. Nie jest ona bowiem aktorką/modelką, a reporterką Daily Bugle, która jest dla intrygi czymś więcej niż tylko ładnym zapychaczem. Przypominała mi pod tym względem April O’Neil z wojowniczych żółwi. Mam też wrażenie, że Insomniac nie chcieli robić z niej obiektu seksualnego, przez co nie można powiedzieć, że jest ona klasyczną pięknością – bardziej normalną dziewczyną z sąsiedztwa. Generalnie wnosi ona sporo do historii, a jej obecność ma zdecydowanie istotne znaczenie dla gry. Dodatkowo bardzo fajnie obserwuje się jej relacje z Peterem – zdecydowanie udało się odtworzyć Insomniac magię ich relacji znaną z kart komiksów.

Nie zabrakło także Cioci May, która również nie jest tylko zniedołężniałą ciocią z kart komiksów czy pierwszych filmów, gdzie siedziała w domku i gotowała obiadki. Tutaj jest aktywną społeczną działaczką charytatywną i również zalicza bardzo emocjonujący i ważny dla Petera moment.

Bardzo przyjemną rolę odgrywa tutaj Otto Octavius, który na początku gry jest naukowym mentorem i razem pracują nad stworzeniem protezy reagującej na wolę użytkownika.

Nie przemawiały za to do mnie rolę Norman Osborne i Silver Sable, których obecność była może i istotna dla fabuły, ale ich niektóre decyzje były tak głupie, że czasami aż się przykro robiło.

Do gustu nie przypadło mi także wprowadzenie Milesa Moralesa, który zdawał się niepotrzebnym zapychaczem. Musicie bowiem wiedzieć, że w Spider-Manie przyjdzie nam kierować nie tylko Peterem, ale także Mary Jane i wspomnianym Milesem. O ile kierowanie MJ ma całkiem sensowne uzasadnienie, tak Miles wydawał mi się być po prostu dla samego faktu bycia.

Najważniejszą postacią jest jednak rzecz jasna Peter Parker. W moim prywatnym odczuciu jest to najbliższa komiksowemu  oryginałowi postać bez podziału na medium. Growy Peter nie jest już na etapie liceum, ma swoje obowiązki i rozterki, jednak nie przeszkadza mu to cieszyć się swoim alter ego i tą radość widać na każdej klatce. I najśmieszniejsze, że nie potrafię wskazać jednego konkretnego sposobu w jaki tą radość twórcy pokazali, ale nie zmienia to faktu, że udziela się ona graczowi i razem z Peterem po prostu się świetnie bawimy z bycia Spider-Manem – jeśli to nie jest mistrzostwo w tworzeniu gameplaya, to już nie wiem co jest. Jednocześnie swoje robi fakt, że Peter jest równorzędnym bohaterem grydosyć często fabuła zmusza nas do zrzucenia rajtuzów, przybrania jeansów i koszuli i wcielenia się w Petera. I te momenty nie są sztuką dla sztuki – wnoszą one sporo do fabuły, a obserwacja często nieudolnych prób „zagadania” do Mary Jane jest momentami komiczna.

Jednak największy plus Spider-Mana tkwi w gameplayu – to jak rozwiązane jest poruszanie się po mieście, to absolutne mistrzostwo świata. Ostatni raz taką frajdę ze zwykłego poruszania się po mapie miałem w poprzedniej grze Insomniac – Sunset Overdrive. Peter porusza się klasycznie, na sieci wystrzeliwanej z rąk i pewnie, że czasami ma się wrażenie, że sieć przykleja się „do nieba”, bo budynku w okolicy żadnego budynku nie ma, ale szczerze mówiąc w ogóle to nie przeszkadza. Latanie po mieście na tyle mnie cieszyła, że jak już otrzymałem dostęp do szybkiej podróży, to korzystałem z niej mocno sporadycznie – bo i po co, skoro przyjemniej dostać się tam w sposób tradycyjny 😉 Zdecydowanie ten aspekt rozgrywki udał się twórcom, za co należą się ogromne pochwały – mając na uwadze fakt wagę tego elementu i jego istotność dla charakteru postaci, każdy błąd w tej kwestii, byłby podwójnie odczuwalny. A tutaj zrobione jest to perfekcyjnie.

A’propos miasta – twórcy niestety nie dali nam do dyspozycji całego Nowego Jorku – zamiast tego śmigamy po „jedynie” Manhattanie. Jest on jednak na tyle duży, że nie mamy poczucia klaustrofobii. Samo jednak miasto byłoby niczym, bez aktywności. Te są zrobione w bardzo miły sposób – wprowadzane są stopniowo w miarę rozwoju fabuły i dzielą się na znajdźki, wyzwania i coś co z braku lepszego wyrażenia można określić mini misjami pobocznymi. Wśród znajdziek mamy z początku wyłącznie pozostawione przez Petera w dawnych latach plecaki i wieże policyjne, za pomocą których skanujemy okolice, by zobaczyć, gdzie się przyda nasza pomoc. Stopniowo dochodzą do tego gołębię, ważne miejsca, gdzie można pstryknąć fotkę i kryjówki Black Cat.

Wprowadzone gdzieś w połowie Wyzwania dzielą się na wyzwania bombowe (gdzie trzeba szybko zlokalizować i zneutralizować bomby), drona (gonienie za dronem po nakazanej ścieżce), walki (gdzie musimy w możliwie najefektywniejszy sposób naklepać dużą grupę wrogów) i skradania (gdzie nie dając się zauważyć musimy szybko i sprawnie pokonać kilku wrogów).

Do tego dochodzą bazy, w których musimy pokonać całą armie przeciwników, losowo popełniane przestępstwa i misje zlecane przez Harry’ego Osborne’a i inne misje poboczne. Także jak widzicie jest co robić w grze i na nudę nie można narzekać.

Dodatkowo każda taka aktywność nagradzana jest odpowiednim żetonem (plecaka, kultowych miejsc, bazy, wyzwania i badawcze). Każdy taki żeton jest potrzebny do ulepszania gadżetów czy odblokowywania nowych strojów. Także aktywności te nie są sztuką dla sztuki. Warto nadmienić, że jeśli celujecie w calaczka, to rozsądnie wydawajcie żetony wyzwań – są one trudne do zdobycia, a bardzo potrzebne do odblokowania wszystkich strojów (co jest jednym z aczików).

Mimo, że sednem rozgrywki (przynajmniej dla mnie) było poruszanie się po mieście, to nie można zapomnieć, że Spider do rozprawiania się z wrogami używa także bardziej bezpośrednich metod. Walka w Spider-Man jest bliźniaczo podobna do tej ze wspomnianego już Batmana. Peter z podobną gracją lata od jednego przeciwnika do drugiego nabijając kombosy, choć uczciwe trzeba przyznać, że ma on więcej gracji niż jego spiczastouchy kolega. Generalnie jeśli graliście w serię od Rocksteady to poczujecie się jak w domu. Identyczne nawet jest oznaczenie momentu, w którym wróg chce nas zaatakować, a my mamy szansę na perfekcyjny blok. Rzecz jasna, dzięki pajęczemu zmysłowi Spidera, ma to tutaj więcej sensu niż w przygodach Gacka. Generalnie walka jest przyjemna i mało sztampowa – dzięki kilku rodzajom przeciwników musimy mieszać stylami – niektórych trzeba przed atakiem „napocząć” siecią, innych możemy zaatakować tylko od tyłu, a wreszcie kilku wrażliwych jest wyłącznie w powietrzu. Stąd nie ma jednej recepty, a opanowanie szerokiego wachlarza ruchów Petera jest absolutną koniecznością (zwłaszcza na wyższych poziomach trudności).

Pewien problem mam z oprawą graficzną Spider-Mana. Z jednej strony animacja postaci jest rewelacyjna, postacie odwzorowane są rewelacyjnie ich ruchy płynne – w tym aspekcie nie można się do niczego przyczepić. Jednocześnie sam Nowy Jork jest po prostu brzydki. Budynki są tak fatalnie odwzorowane, że już w hejtowanym Crackdownie były lepsze. Widoczne jest to zwłaszcza w nocy i wygląda fatalnie. Swoje robią też budynki typu stal i szkło, które w teorii powinny działać trochę jak lustro. Kiedy jednak przykleimy się do budynku, to swojego odbicia nie uraczymy. Już nie wspomnę o tym, że jeżeli już coś się odbija, to nie ma to nic wspólnego z widokiem, który powinien się odbijać. Zdaje sobie sprawę, że jest to detal, ale tak mnie irytował, że odbierało sporo przyjemności z latania po mieście. Pomijając jednak ten mocno słaby aspekt, to oprawa graficzna stoi na przyzwoitym poziomie, aczkolwiek umieściłbym ją w środku stawki i to raczej biorąc pod uwagę początek generacji, a nie jej koniec.

Nie bardzo jest się za to do czego przyczepić w kwestii audio – stoi na naprawdę wysokim poziomie, a poszczególne głosy dobrane są bardzo dobrze – przynajmniej w oryginalnej wersji językowej. Wyłączenie polskiego dubbingu było jedną z pierwszych rzeczy jakie zrobiłem. Swoją drogą przy tej operacji napotkałem na jednego zonka – w przeciwieństwie do innych gier na wyłączność od Sony w Spider-Manie nie ma opcji dowolnego wyboru języka i napisów – domyśle odpalone jest kombo polskie audio+polskie napisy. Żeby to zmienić trzeba zmienić język konsoli, co daje opcję angielskie audio+angielskie napisy – sposobu by odpalić wersję: angielskie audio+polskie napisy nie znalazłem. Jako fan i posiadacz Xboxa raczej nie jestem uprawniony, by traktować to jako wadę (bo chociażby napisów do Sea of Thieves czy State of Decay jeszcze się nie doczekaliśmy), ale jest na tyle niespotykane w grach od Sony, że warto na to zwrócić uwagę.

Moje niewielkie narzekanie nie zmienia faktu, że Spider-Man to jedna z lepszych gier 2018 r. – zabawa w nią jest przednia. Ja się nie mogłem od niej oderwać, a decyzję o próbie scalakowania podjąłem bardzo szybko i trzymałem się jej do końca (swoją drogą calaczek jest banalnie prosty – żal nie wbić). Gra ma w sobie to coś, co nie pozwala odłożyć pada chociażby na chwile i trzyma przy sobie od początku do końca. Nie jest to gra przesadnie długa (scalakowanie zajmuje ok 50h), ale po brzegi wypełniona akcją, tak, że nie ma się poczucia zapychacza czasu – wszystkie misje poboczne i znajdźki bardzo zgrabnie pasują do charakteru postaci nie ma się wrażenia oderwanie ich od klimatu. Widać, że twórcy mocno skupili się na tym, by przemycić jak najwięcej z komiksowego pierwowzoru, a szacunek z jakim podeszli do źródła może się równać tylko z tym jaki cechowało Rocksteady. Według mnie Marvel’s Spider-Man jest zdecydowanie jedną z lepszych produkcji traktujących o superbohaterach – pola ustępuje w zasadzie tylko Batman: Arkham Asylum. Jeśli macie PS4 i jeszcze nie mieliście okazji zagrać, to koniecznie naprawcie ten błąd. Jeśli nie macie konsoli od niebieskich, to znajdźcie kogoś, od kogo możecie ją pożyczyć 😉

Konsoli i gry użyczył niezastąpiony Łukasz, za co z tego miejsca serdecznie dziękuje.


Copyright © 2019 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.