Padem o ścianę

Metal Gear Solid 5: Ground Zeroes ? Recenzja

Paweł Jastrzębski

Na wstępie szybkie wyznanie ? nigdy nie grałem w żadną grę z serii Metal Gear Solid ? wydaje mi się (ale tylko mi się tak wydaje), że kiedyś przez dosłownie 15 minut miałem kontakt z MGS 2 na PC. Całkowicie obcy mi jest więc kult jakim część graczy otacza przygody Solid Snake?a – dlatego do Metal Gear Solid 5: Ground Zeroes podchodziłem bez przesadnej estymy. Mimo to uważałem, że grzechem byłoby chociażby nie spróbowanie przekonania się do produkcji Hideo Kojimy ? w końcu MGS, to klasyka skradanek, a gatunek ten jest mi ostatnio bardzo bliski. Idea ta przyświecała mi od momentu nabycia Xbox One. Zabierałem się co prawda do niej jak pies do jeża, ale w końcu znalazłem dla niej miejsce w swoim napiętym terminarzu. Okazało się jednak, że dużo miejsca w tym terminarzu nie zajęła. Ale po kolei.

Metal Gear Solid 5: Ground Zeroes to preludium do pełnoprawnego Metal Gear Solid 5: Phantom Pain ? swego rodzaju fabularne wprowdzenie. Na sam początek oglądały długi filmik, który nijak jednak nie wyjaśnia co i po co robimy ? to czynią dopiero tekstowe plansze przywoływane z głównego menu. Generalnie w grze chodzi o to, by z kubańskiej bazy marines wydostać dwójkę dzieci ? Chico i Paz ? współpracujących z głównym bohaterem przy okazji MGS: Peace Walker. Fabuła nie jest jak widać skomplikowana, ale w samym tle trudniej się połapać niż w fabule Mody na Sukces ? jest to niewątpliwie zasługa prawie 30 letniej historii serii Metal Gear.

Niemniej jednak po dosyć długim filmie rzuceni jesteśmy w sam środek akcji. Gra nie oferuje żadnej taryfy ulgowej dla noobów, ale broń Boże nie jest to wada ? w końcu miło od czasu do czasu nie być prowadzonym za rączkę. Po kilku próbach spokojnie da radę załapać co i jak i ruszamy po omacku szukając dzieciaków. Do naszej dyspozycji twórcy zostawili karabinek z tłumikiem (co ciekawe tłumik się zużywa, więc nie można sobie bezkarnie postrzelać), pistolet usypiający, podstawowe materiały wybuchowe i gogle. Właśnie za pomocą gogli możemy się spokojnie porozglądać po otoczeniu i oznaczyć wrogów, dzięki czemu widzimy wroga przez ściany i z drugiego końca mapy ? bardzo ułatwia to rozgrywkę, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że nie limitu oznaczeń. Wzorem innych skradanek przeciwników możemy pochwycić i przesłuchać ? dzięki temu dowiadujemy się o położeniu dodatkowego uzbrojenia, ścieżkach patroli, miejsca osadzenia więźniów itp.

Bardzo dziwne było dla mnie sterowanie ? wszystkie skoki, podciągania się itp. są umieszczone pod ?Y?, zaś ?A? odpowiada za opuszczanie się ? odwrotnie niż jestem przyzwyczajony. Kilka razy owo przyzwyczajenie kosztowało mnie przymusową kąpiel w oceanie ? trochę wkurzające, ale do przełknięcia. Wkurzający jest natomiast system osłon ? otóż Snake samodzielnie przykleja się do osłony, co samo w sobie nie było złe, ale brakowało mi opcji płynnego przechodzenia między osłonami ? jak np. w Splinter Cell ? niby szczegół, a drażni. Bardzo podobał mi się za to inny pomysł twórców ? w każdym momencie mamy dostęp do mapy, jednak jej włączenie nie pauzuje gry. Także jeśli się zapomnicie, to może się okazać, że podczas wnikliwego studiowania mapy zaskoczą Was wraży żołnierze. Znowu ? niby nic, a cieszy.

W każdym razie jak już opanujemy sterowanie, zaczynamy eksploracje bazy ? nie jest to trudne, bo nie jest ona specjalnie duża. I tu dochodzimy do największej moim zdaniem wady produkcji ? otóż przejście wątku głównego (a poza nim nie ma za wiele do zrobienie) zajmuje średnio rozgarniętemu graczowi (za jakiego się uważam) jakieś 1,5h (sic!). I to tylko dlatego, że po drodze uratujemy postronnego więźnia przed egzekucją i poszukamy kilku znajdziek (jest ich całe 9 ? oprócz tego kasety, ale o nich może później) ? w innym przypadku uporacie się z wyciągnięciem dzieciaków w niecałą godzinę. Jeżeli bardzo uprzecie się by niczym duch przeniknąć przez bazę nikogo nie ogłuszając/zabijając/alarmując, to ten czas wydłuży się może do 2 godzin.

Żeby oddać grze sprawiedliwość, trzeba podkreślić, że główna misja to nie wszystko co gra ma do zaoferowania. Oprócz niej (po skończeniu wątku głównego) dostajemy do dyspozycji 6 dodatkowych misji. Tylko co z tego, skoro odbywają się na dokładnie tej samej mapie, jedną z nich przeszedłem w (dosłownie) 7 minut, a w jednej sterujemy znanym z innych części MGS Raidenem i walczymy z ?. kosmitami. Owszem – po każdej misji jesteśmy oceniani i możemy śrubować własne wyniki, ale po co? W tej grze nie bardzo jest co do zrobienia, bo ileż można szwędać się po tej samie bazie, wykonując dokładnie te same czynności. Efekt jest taki, że przejście wszystkich misji zajęło mi 5 godzin, po których nie zostało nic do zrobienia. Poziom absurdu został poważnie przekroczony. Dzięki Bogu, że grę (chociaż powinienem właściwie powiedzieć ? płatne demo) nabyłem za ok 35 zł na promocji, bo inaczej nie mógłbym spojrzeć sobie w oczy.

Nie jest jednak tak, że Metal Gear Solid 5: Ground Zeroes posiada same wady. Z plusów koniecznie trzeba wskazać oprawę graficzną. Widać, że peany na cześć Fox Engine nie były przesadzone. Gra wygląda wręcz ślicznie, a strugi rzęsistego deszczu, mimika twarzy Snake?a (granego przez Kiefera Sutherlanda) robi niesamowite wrażenie. Wspaniale zachowują się również efekty świetle ? zaiste, Metal Gear Solid 5: Ground Zeroes wygląda jak technologiczne demo Fox Engine i robi mu świetną reklamę.

Dla miłośników wszelkiego rodzaju aczików ciekawą informacją będzie, że gra posiada tylko 15 achievementów (wartych 1000 GS), także można w krótkim czasie natrzaskać niezły wynik ? nie są one również wybitnie trudne ? aczkolwiek przejście wszystkich misji z oceną ?S? jest wyzwaniem którego nawet nie podejmowałem ? nie miałem cierpliwości.

Siląc się na małe podsumowanie, to w sumie cieszę się, że zagrałem w Metal Gear Solid 5: Ground Zeroes ? tym sposobem niewielkim kosztem przekonałem się, że nie chce zagrać w Phantom Pain ? inaczej może bym się skusił a, jako że nie lubię gier zaczynać i nie kończyć, oznaczałoby to zmarnowanie kupy czasu (Phantom Pain ma być do 200 razy większy niż Ground Zeroes).

Jeżeli jesteście fanami Solid Snake?a i łykacie jak młode pelikany wszystko co wyjdzie z pod rąk Hideo Kojiny, to ? pewnie tą grę już macie i przeszliście ją na wszelkie sposoby. Jeśli zaś do tej pory obce były Wam gry spod znaku MGS (jak mi), a oglądając wszelkie prezentacje z Phantom Pain, zastanawiacie się, czy nie warto byłoby go nabyć, to najpierw przetestujcie Ground Zeroes ? możecie zaoszczędzić sobie sporo kasy i czasu.


Copyright © 2019 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.