Padem o ścianę

Metro 2033 Redux – Recenzja

Paweł Jastrzębski

Książka Dmitrija Głuchowskiego Metro 2033 zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie i łyknąłem ją jak młody pelikan w kilka wieczorów. Urzekła mnie zwłaszcza kreacją świata i relacji międzyludzkich w postapokaliptycznym świecie. Niemniej jednak wydana w 2010 r. na Xboxa 360 cyfrowa adaptacja jakoś mi umknęła. Przysiadłem do niej dopiero przy okazji odświeżonej na Xbox One wersji i okazuje się, że to była jedna z lepszych moich growych decyzji w tym roku.

Jak wyżej wspomniałem pierwotnie gra ukazała się na Xbox 360 i PC w 2010 r. i zebrała bardzo przyzwoite oceny (77 na metacritic w wersji na X360, 81 w wersji na PC). Było to dzieło 4A Games, a wydane zostało przez nieodżałowane THQ.  Gra doczekała się wydanego w 2013 r. sequela o podtytule Last Light, a w sierpniu 2014 r. obie gry weszły w skład zremasterowanego i wydanego na Xbox One, PC i PS4 zestawu Redux, ponownie zbierając dobre oceny (90 na metacritic).

Gra jest luźno oparta na książce jednak całymi garściami czerpie z ksiażkowego pierwowzoru w zakresie kreacji świata, niektórych bahaterów i ogólnego zarysu fabularnego. Dzięki temu zabiegowi jeśli czytaliście książke, to poczujecie się jak w domu, ale też jej znajomość nie jest konieczna do komfortowego śledzenia zawiłości fabularnych.

Wed_Apr_22_23-34-27_UTC+0200_2015

Akcja gry dzieje się w roku 2033 w tunelach moskiewskiego metra, które po wybuchu wojny atomowej w 2013 r. stało się schronienem dla ok 70 tys. obywateli, dumnego niegdyś, narodu rosyjskiego. Głównym bohaterem gry jest Artem – mieszkaniec stacji WOGN (Wystawa Osiągnięć Gospodarki Narodowej ZSRR). Jego dotychczasowe życie zostaje wywróćone do góry nogami gdy niejaki Hunter zleca mu powiadomienie stacji Polis – legendarnego centrum kuturowo-politycznego metra – o nowym rodzaju zagrożenia. W ten sposób Artem rozpoczyna wędrówkę tunalami metra, przez kilka mniej lub bardziej zaprzyjaźnionych stacji. W swej podróży Artem zawędruje także na na powierzchnie poodychać „świeżym” moskiewskim powietrzem.

Wed_Apr_22_23-32-22_UTC+0200_2015

W sferze gameplayowej Metro 2033 wymyka się klasycznemu podziałowi na gatunki. Najprościcej byłoby powiedzieć, że jest to FPS. Jeśli jednak na hasło FPS stanęło Wam przed oczami Call of Duty, gdzie przy akompaniamencie wybuchów i amerykańskiego hymnu pędzimy naprzód, to nie możecie być bardziej w błędzie. Dzieło 4A Games to bardzo kameralny FPS ze sporą nutką Survival Horroru. Wprowadzenie elementów survival horroru ułąawia wierność zasadom książkowego świata i zdrowego rozsądku. Logiczne jest bowiem, że po wojnie nuklearnej ciężko o solidną dawkę prądu. Tak więc dostępne ludzkości generatory  starczają tylko na słabe oświetlenie stacji – tunele są ciemne, co dodatkowo buduje wrażenie odospobnienia. Przy czym odrazu pragnę uspokoić tych którym przed oczami zaświtał Doom 3 – w Metro 2033 ciemność jest elementem budującym nastrój w sposób przemyślany, a nie wynikiem lenistwa twórców. Elementem dodatkowo odróżniającym produkcję 4A Games od współczesnych shooterów, jest to że stosunkowo mało tu strzelania.

Mon_Apr_27_20-34-41_UTC+0200_2015

Zanim wyruszymy w podróż gra oferuje nam wybór dwóch stylów rozgrywki – Spartanina i Stalkera. Ten pierwszy stawia na walkę, łatwiej również znaleźć filtry do maski gazowej i amunicję (co nie znaczy, że jest to łatwe). Drugi zaś to klasyczny tryb „hardcore” – nastawiony głównie na skradanie się i omijanie wrogów, a filtry i amunicja to towar zdecydowanie deficytowy. Jako, że nie przepadam za lizaniem ścian w poszukiwaniu zasobów wybrałem ten pierwszy styl rozgrywki. Niezależnie od stylu rozgrywki trzeba stwierdzić jedno – Metro 2033 to gra trudna.

Wed_Apr_22_23-33-51_UTC+0200_2015

Nie zagłebiając się w szczegóły fabuły (która jest dosyć ciekawa, więc nie chce spoilerować) trzeba przyznać, że w Metro 2033 twórcy dosyć sensownie odwzorowali to, jak mogłby wyglądać świat po apokalipsie. Przede wszystkim bardzo odczuwalny jest brak …. wszystkiego. Nie uraczycia ogroma broni i walającej się wszędzie amunicji. Klimatu dodaje także ascetyczny HUD. Próżno szukać tutaj tysiąca wskaźników zdrowia, amunicji, granatów itp. Jedyne co widać to celownik i końcówkę broni, a jedynym sposobem, żeby wyczuć moment kiedy kończy nam się amunicja, jest wytężenie pamięci i liczenie wystrzałów, bądź obserwowanie magazynka. Podobnie jest z naszym zdrowiem, o którego stanie informuje nas wyłącznie coraz bardziej czerwony ekran. Nadmienić należy również, że nie ma co liczyć na pełną regenerację zdrowia – w tym pomogą nam tylko apteczki, których dostępność w metrze nie jest nieograniczona. Nie uraczycie również mapy, czy strzałki oznaczajacej cel – przed chodzeniem po omacku ratuje nas właściwie tylko komaps przyczepiony do notatnika, który pokazuje kierunek w którym powinniśmy się udać.

Wed_Apr_22_23-33-10_UTC+0200_2015

W drodze do celu napotykamy masę przeciwników z których najgroźniejszymi są niestety nasi współbratymcy (jak to mówił klasyk Homo homini lupus est). Jeśli czytaliście książkowy pierwowzór to napewno wiecie, że w metrze powstało kilka frakcji, w tym także frakcja komunistyczna i faszystowska. Traf chciał, że droga do celu wiedzie m.in. przez stacje kontrolowane przez ww. grupy. Oprócz ludzkich przeciwników na naszej drodze staną także mutanty. Niezależnie od tego, przeciwko komu przyjdzie nam stanąć, trzeba pamiętać o jednym – każdy strzał się liczy. Nie możemy sobie pozwolić na strzlanie na oślep, gdyż w tym przypadku po prostu wyczerpiemy amunicję i za chwie okaże się, że stoimy z nożem naprzeciwko latajacego mutanta zwanego tutaj „demonem”. Jako, że nie napotkamy nigdzie wędrownego handlarza (takowi występują tylko na zaprzyjaźnionych stacjach) taki błąd może nas kosztować nawet powtarzanie poziomu.

Nic jednak nie stoi na przeszkodzie by wybrać bardziej tajniacki styl rozgrywki. Gra nie posiada niestety rozbudowanego sytemu skradania się, jednak daje taką możliwość. Możemy bowiem pogasić okoliczne światła i zabawić się w kotka i myszkę z wrogami (ale tylko z ludzkimi). Z pomocą przyjdą nam wtedy rzucane noże – które możemy następnie wyciągnąć z trupa. Kilka miejscówek jest wręcz stworzona do takeigo stylu, jednak nie miałem poczucia, że gra narzuciła mi konkretne rozwiązania. Daleko oczywiście rosyjskiej produkcji do dowolności znanej z Wolfenstein: The New Order, ale i tak jest dobrze.

Mon_Apr_27_20-36-42_UTC+0200_2015

W rzadkich przypadkach przyjdzie nam także odwiedzić powierzchnie (by np. ominąć zawalony tunel). Z wyprawą do Moskwy wiąże się kilka nieprzyjemności, z których nagroźniejszą jest skażone powietrze. W celu ochrony przed nim Artem wyposażony jest w maskę gazową, ktorej filtry wymagają ciągłej wymiany. I znowu – w konieczności wymiany informuje nas rzężacy oddech Artema, bądź widoczny na ręku zegarek. Niby pierdoła, ale niesamowicie budująca klimat. Na powierzchni napotkamy także potężniejsze stwory ze wspomnianym demonem na czele, których pokonanie jest dużo trudniejsze. Trzeba przyznać, że wyprawy na powierzchnie są ciekawie skonstruowane i wplecione w linie fabularną, a przy tym nie pozwalają znudzić się wszechobecną ciemnością tuneli. Zdecydowanie trzeba te etapy zaliczyć na plus produkcji.

Wed_Apr_22_23-35-02_UTC+0200_2015

Metro 2033 to jedna z ciekawszych gier w jakie  udało mi się ostatnio zagrać. Nie jest to długa produkcja – mi jej przejście zajeło ok 15 godzin – ale twórcy uniknęli dzięki temu dłużyzn. Akcja jest wartka, przeciwnicy wymagający, nie ma również miejsca na wyłączenie myślenia i gnanie do przodu z wciśniętym prawym spustem. Jedyne czego mi brakowało, to wprowadzenia jakiegoś systemu rozwoju postaci – dzięki temu droga Artema od zwykłego chłopa ze stacji WOGN, do zbawcy metra byłaby bardziej wiarygodna. Minusem jest także niezrozumiała dla mnie decyzja by „prawdziwe” (w sensie książkowe) zakończenie dostępne było tylko po wykonaniu odpowiednich czynności – jak np. zagranie na gitarze w rozdziale I, czy też pogadanie z odpowiednią osobą w rozdziel II. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to zdecydowanie gra godna polecenia i jeśli tylko nie mieliście z nią jeszcze do czynienia, to koniecznie biegnijcie nadrobić.

P.S. Jak wyżej pisałem nie miałem możliwości zagrania w „oryginalne” Metro 2033 na Xbox 360, więc nie wiem czym oprócz grafiki gra się różni od wersji Redux. Twócy przyznają się do przeniesienia gry na silnik z sequela, przemodelowania poziomów i paru kosmetycznych pierdół, ale buszując po internecie nie stwierdziłem, żeby te zmiany sprawiły by była to zupełnie inna gra, także powyższa recenzję możecie zastosować także do starszej wersji.


Copyright © 2018 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.