Padem o ścianę

Shadow of the Tomb Raider – Recenzja

Paweł Jastrzębski

Serię Tomb Raider uwielbiam odkąd moje ledwo co nastoletnie oczy zatrzymały się na kanciastych piersiach bohaterki na pierwszej warszawskiej Gambleriadzie. Z czasem miłość lekko osłabła, by ze zdwojona siłą wrócić przy okazji rebootu z 2013 r. Z tym większymi nadziejami usiadłem do zwieńczenia trylogii „nowej” Lary.

Pierwszy raz Shadow of the Tomb Raider oficjalnie usłyszeliśmy w marcu 2018 r., przy okazji premiery filmowego Tomb Raidera. Do pełnej zapowiedzi musieliśmy jednak czekać do końcówki kwietnia 2018 r. Sama gra zadebiutowała 14 września 2018 r. na Xbox One, PS4 i PC, osiągając całkiem przyzwoitą średnią na metacritic – 82 punkty w wersji na Xbox One. Sprzedała się jednak znacznie gorzej niż poprzednie odsłony, co skutkowało szybkimi przecenami zarówno wersji fizycznych jak i cyfrowych.

Shadow of the Tomb Raider toczy się po wydarzeniach znanych z Rise of the Tomb Raider. Lara Croft kontynuuje swoją krucjatę przeciwko Trójcy, która tym razem zaprowadzi ją do Ameryki Południowej, na poszukiwania tajemniczego artefaktu Majów. Nasza dzielna Pani archeolog zalicza na samym początku sporą wtopę, gdy wykradając pewien artefakt sprowadza na świat Apokalipsę. Naszym zadaniem będzie odkręcenie szkód, których narobiła zbytnio kozacząca Lara.

Początkowy etap, podobnie jak Syria w Rise of the Tomb Raider, pełni raczej funkcje szkoleniowe. Gdy jednak przebrniemy przez ten fragment (a kończy się z przytupem godnym filmów Hitchcocka) zaczyna się prawdziwa zabawa – przenosimy się do Peru. Tam musimy odnaleźć starożytny artefakt, a przy okazji powstrzymać rozpoczętą przez Larę apokalipsę. Fabuła w moim odczuciu jest bo być musi, ale nie zapada ona w pamięć na tyle, by wracać do niej nie wiadomo ile razy. W poprzednich częściach było zdecydowanie lepiej. Dodatkowo mocno wyczekiwany twist fabularny okazuje się być wydmuszką. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli po skończeniu gry nie będziecie pamiętać o co tak naprawdę chodziło i czemu ten artefakt był taki ważny, to … nie miejcie do siebie pretensji – ta fabuła po prostu taka jest.

Na plus jednak trzeba zaliczyć, że scenariusz pozwala na fajne obserwowanie rozwoju Lary. Jeśli jesteście z trylogią reboota od początku, to zapewne pamiętacie, że na początku Lara była niepewną siebie i zahukaną młodą kobietą, a tutaj prezentuje się jak pewna siebie dojrzała osoba, świadoma tego, że jest badassem. Siląc się na porównanie – to jeśli Lara w odsłonie z 2013 r. charakterem przypominała Alicie Vikander z zeszłorocznej ekranizacji, tak wersja z 2018 r. przypomina Angelinę Jolie z pierwszej ekranizacji. Moim zdaniem sprawdziło się to mega dobrze.

 

Odświeżona seria Tomb Raidera przyzwyczaiła nas do tego, że główna bohaterka rozpoczyna przygodę solidnym wypadkiem. Nie inaczej jest w Shadow of the Tomb Raider – samolot z Larą i, znanym z poprzednich części, Jonah rozbija się w samym sercu peruwiańskiej  dżungli. Od tamtej pory mamy niemalże kalkę poprzednich części. Lara ponownie musi zbierać porozrzucane po całej dżungli materiały, by najpierw stworzyć broń, a potem ją ulepszyć do zadowalającego poziomu.

Rozgrywka w Shadow of the Tomb Raider jest w sumie identyczna jak ta w poprzednich częściach gry. Mam jednak wrażenie, że w najnowszej części zrezygnowano z próby zrobienia z Lary żeńskiej wersji Rambo i powrócono do korzeni, czyli Indiana Jonesa w spódnicy (choć to określenie jest lekko na wyrost, gdyż Lara lata w spodniach). Dużo więcej jest tutaj grobowców i wyzwań, które ładnie wplecione są w rozgrywkę i nie sprawiają wrażenia wrzuconych na siłę, byle tylko były. Są one przy tym całkiem wymagające, a na wyższych poziomach trudności, gdzie wyłączone są podpowiedzi odnośnie ścieżki mocno trudne. Mniej za to potyczek z ludzkimi przeciwnikami, choć te oczywiście również się zdążają. Na plus jednak trzeba zaliczyć, że twórcy dopracowali system skradania się. Dzięki możliwości chowania się za gałęziami, czy pokryciu twardy błotem (działa jak kamuflaż), mamy więcej możliwości cichej eksterminacji wrogów. Nie musimy zatem wpadać w sam środek przeciwników i strzelać gdzie i jak popadnie. Więcej jest także pojedynków ze zwierzętami – willami, jaguarami itp. Jeśli chcemy możemy dodatkowo urządzić sobie polowanie na rzadkie zwierzęta – przyznacie, że jest to spory krok naprzód w porównaniu do pierwszej części reboota i płaczu Lary po zabiciu jelonka 😉

W gameplayu powrócono także do zagadek logicznych, bez rozwiązania których nie popchniemy fabuły dalej. Tutaj także mam wrażenie, że nawiązują one do korzeni serii i są bardziej wymagające – w poprzednich częściach jeśli były, to były proste jak konstrukcja cepa, tutaj trzeba się trochę nagłówkować.

Jak na każdą współczesną grę przystało, Shadow of the Tomb Raider posiada system RPG, który przejawia się w całkiem sensownym drzewku umiejętności. Standardowo dzieli się ono na trzy gałęzie – poszukiwacza (nastawienie na eksploracje), walki (nastawione na otwarty konflikt) i zbieracza (walka z ukrycia i lepsze ukrywanie się). W każdej gałęzi mamy szereg umiejętności odblokowywanych zarówno za pomocą puntów doświadczenia jak i dzięki plądrowaniu grobowców. System sprawdza się bardzo zacnie i ani przez chwile nie czułem, że jestem przez niego ograniczany.

Świat w Shadow of the Tomb Raider wydaje mi się najbogatszym ze wszystkich poprzednich części. Nie jest on do końca światem otwartym, a raczej lokacjami zebranymi w kilku „hubach” między którymi możemy poruszać się dzięki systemowi szybkiej podróży – działa on dokładnie tak jak poprzednio – między obozowiskami. Generalnie jednak jest on piękny i zróżnicowany przez co zupełnie się nie nudzi. Dodatkowo porozmieszczane w różnych miejscach wyzwania, znajdźki, legendarne zwierzęta itp., skutecznie zachęcają do zejścia z głównej ścieżki i zagłębienie się peruwiańską dżungle.

 

 

To co jednak nie do końca mi się podobało, to brak jakiegokolwiek powiewu świeżości. Gra równie dobrze mogłaby być traktowana jako DLC do Rise of the Tomb Raider (takie duże DLC, ale zawsze). Gra trochę jednak za mało różni się od poprzedniczki – do tego stopnia, że jeśli ogracie jedną po drugiej, to tylko fabuła wskaże Wam, która jest późniejsza. Bo jeżeli jedyną zauważalną na pierwszy rzut oka nowością w mechanice jest możliwość „wspinania” się po suficie, to coś jest tu zdecydowanie nie w porządku. Właśnie w braku nowości i sensownych usprawnień moim zdaniem stoi za kiepską sprzedażą gry, która prawdopodobnie odłożyła kontynuację na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Fajnie za to spisują się grobowce wyzwań. Są one poukrywane w świecie gry, a przejście każdego z nich nie jest dziecięcą igraszką. Zwłaszcza na wyższym poziomie trudności, gdzie nie ma podświetlania ścieżki. Dodatkowo grobowce nie dość, że dają sporo satysfakcji,  to jeszczeich ukończenie nagradzane jest przydatną nagrodą. Także ich ukończenie, poza nagrodą w postaci aczika, daje wymierne korzyści.

Graficznie Shadow of the Tomb Raider prezentuje się pięknie. Dżungla odwzorowana jest piękna, a że gra korzysta z dobrodziejstwa Xbox One X Enhanced to tekstury są ostre jak żyleta, kolory odpowiednio nasycone, a modele postaci przepiękne. Mam jednak pewne zastrzeżenia co do modelu Lary – odnoszę wrażenie, że co gra, to model twarzy jest coraz mniej naturalny. Nie jest to może skala zmian, jak ta pomiędzy Shadow of Mordor a Shadow of War, ale mi trochę przeszkadzało. Generalnie jednak oprawa graficzna stoi na bardzo wysokim poziomie.

Podsumowując to Shadow of the Tomb Raider mimo kilku wad jest godnym zwieńczeniem przygód Lary Croft choć nie tak dobrym jak poprzednie części. Widać, że po przejściu z Crystal Dynamic do Eidos Montreal Lara straciła trochę z pazura, którego widzieliśmy w poprzednich częściach. Mimo wszystko udało się zachować ducha poprzedniczek, a dodatkowo przemycić trochę ducha starszych części. Generalnie podczas 26 godzin jakie zajęło mi przejście całej gry (w miarę dokładne, ale bez lizania ścian i wertowania poradników po znajdźki) bawiłem się bardzo przyjemnie i nie nudziłem się ani przez chwilę. Jeśli jesteście miłośnikami przygód dzielnej Pani archeolog, to koniecznie musicie zagrać w Shadow of the Tomb Raider – zwłaszcza, że od niedawna dostępna jest w Xbox Game Pass, więc nie będzie Was to dużo kosztować.

Gra nabyta ze środków własnych


Copyright © 2019 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.