Padem o ścianę

Sleeping Dogs: Definitive Edition – Recenzja

Paweł Jastrzębski

O Sleeping Dogs pierwszy raz usłyszałem (i zainteresowałem się tytułem) jakoś w 2011 r., kiedy to Square Enix wykupiła prawa do jej wydania  od Activision Blizzard. Początkowo gra miała  być częścią serii True Crime, ale z powodów prawnych i licencyjnych, jest tylko jej duchowym następcą. Z różnych powodów jednak nie dane było mi zagrać w nią w 2012 r. (kiedy to ujrzała światło dzienne). Udało się dopiero przy okazji remastera na Xbox One w 2016 r. O tym, czy granie w 3,5 roczną grę z poprzedniej generacji ma sens, dowiecie się z poniższej recenzji.

Pierwotnie Sleeping Dogs zadebiutowało 14 sierpnia 2012 r. na Xbox 360, PS3 i PC i spotkała się z całkiem pozytywnym odbiorem – jej średnia na metacritic wynosi przyzwoite 80 punktów – jednak sprzedała się „tylko” w ok. 3,5 mln egzemparzy, co włodarze Square Enix uznali za komercyjną porażkę. Od czego jednak jest jałowy okres „dziecięcy” nowej generacji, jak nie od spróbowania wciśnięcia graczom jeszcze raz tego samego pod płaszczykiem wszelkiego rodzaju remasterów.

I tak w październiku 2014 r. na Xbox One i PS4 zadebiutowała zremasterowana wersja oznaczona podtytułem Definitive Edition, która zawiera wszelkie możliwe patche i DLC jakie wcześniej wydano. „Edycję ostateczną” oceniono delikatnie gorzej niż „podstawke” – legitymuje się ona wynikiem 75 punktów na metacritic. Dodatkowo poddano grafikę i gameplay liftingowi, by sprostać gustom współczesnego gracza. Właśnie ta edycja trafiła na moją konsolę, przy okazji ostatniej wyprzedaży.

Sleeping Dogs - Skuter

Pierwsze co rzuca się w oczy odpalając Sleeping Dogs: Definitive Edition, to fakt, że jest ona koszmarnie wręcz brzydka. Co więcej – musiała być ona brzydka już w momencie jej wydania. Na pierwszy rzut oka może nie jest aż tak tragicznie – tekstury są ostre, gra świateł ładna, animację (zwłaszcza twarzy) są fajne. Jak przyjrzymy się jednak dalszemu otoczeniu, to wychodzi brzydota tej gry. Witryny sklepowę sątak płaskie jakby stworzono je w połowie lat 90-tych – przypominają sprite’y w Duke Nukem 3D. Budynki są kanciaste jak cycki Lary Croft w pierwszym Tomb Raiderze, a w ogólnym odbiorze grafiki leciwe Grand Theft Auto IV bije Sleeping Dogs na głowę. Kiedy jednak oswoimy się z oprawą graficzną i skupimy się na graniu wychodzi cały urok tej produkcji.

Sleeping Dogs - Dupa

W Sleeping Dogs wcielamy się w Wei Shena, który wraca do Hongkongu z emigracji z USA i nawiązuje kontakt ze swoim przyjacielem z dzieciństwa Jackie’m Ma – członkiem niższego szczebla jednej z Triad – Sun On Yee. Za jego wstawiennictwem sam wstępuje w szeregi mafii i rozpoczyna marsz po szczeblach mafijnej hierarchi.

Sleeping Dogs - Miasto

W międzyczasie okazuje się, że w Stanach Wei nie zajmował się wyłącznie ziomalowaniem i wyrywaniem panienek – wstąpił w szeregi tamtejszej policji, a do Hongkongu wrócił w jednym celu – jako tajniak wejść w łaski mafii i rozwalić organizację od środka. Fakt, że jest on człowiekiem wychowanym na ulicach Hong kongu czyni z niego idealnego kandydata.

Sleeping Dogs - Klub

Fabuła prowadzona jest więc dwutorowo – z jednej strony wykonujemy misję dla mafijnej rodziny – eliminujemy przeciwników w osobie konkurencyjnych Triad, dostarczamy prochy i ogólnie stajemy się chłopcem na posyłki jednego z pośledniejszych liderów Sun On Yee – Winstona Chu, a potem samego „ojca chrzestnego”. Z drugiej strony wykonujemy typowo policyjną robotę – łapiemy przestępców, rozwiązujemy zagadki kryminalne i ogólnie sprawiamy, że Hongkong staje się lepszym miejscem.

Sleeping Dogs - Radiolka

Taka dwoistość zadań, wraz z moralnymi dylematami Weia mogłyby uczynić ze Sleeping Dogs kawał porządnej mafijnej historii, jednak gdzieś po drodze scenarzyści się pogubili i nie pociągneli historii dalej – mimo próby pokazania wpływu romansu z „ciemną stroną mocy” na psychikę policjanta działającego pod przykrywką, konflikt osobowościowy głównego bohatera został rozwiązany w dwie sekundy. Jeśli więc liczyliście choćby na delikatnie nieliniową fabułę, bądź dwoiste zakończenie (nawet wzorem GTA IV) to srogo się rozczarujecie.

Sleeping Dogs - Auto

W swoich założeniach Sleeping Dogs jest klasycznym sandboxem jakich wiele. Grający w ktorekolwiek GTA, Mafię, czy Saint Row poczują się jak w domu. To co wyróżnia Sleeping Dogs, to model walki, który oparty jest głównie na walce wręcz. Broń palna jest bowiem w Hongkongu równie popularna co skalne smoki. Ma to niby jakieś wyjaśnienie fabularne, ale powiem szczerze, że nawet się nad tym nie zastanawiałem. Grunt, że lanie po pyskach przeciwników jest straszliwie satysfakcjonujące. Model walki jest prosty jak konstrukcja cepa, a przy tym przy odpowiednim poziomie umiejętności bardzo skomplikowany – klasyczny przykład realizacji dewizy Blizzarda – easy to learn, hard to master. Dodatkowo umiejętności walki Weia można rozwiajać – w tym celu wystarczy odnaleźć nefrytowe statuetki porozrzucane po mieście i zanieść je naszemu nauczycielowi z dzieciństwa. Przy odpowiednim zacieciu w moment nauczymy naszego protagonistę kocich ruchów 😉

Sleeping Dogs - Parkowanie

Jednocześnie walki w Sleeping Dogs są niesamowicie widowiskowe i brutalne – Wei nie patyczkuje się z przeciwnikami, a przy tym nie zbyt przejmuje się policyjnym regulaminem. Skutkuje to tym, że w większości walk, możemy chwycić wroga i użyć elementów otoczenia by zakończyć jego marny żywot. Elementy otoczenia przydatne w eliminacji wrogów są różnorakie – od koszy na śmieci, przez pilarkę, skrzynkę pod napięciem, wiszący silnik samochodu po leżące ryby. Egzekucje są  przy tym bardzo sugestywne i nie pozostawiają wątpliwości co do losu potraktowanego nimi niemilca. Sadystą może nie jestem, ale finiszery zapisuje zdecydowanie na plus Sleeping Dogs.

Szeroko pojęta idea kung fu wręcz wylewa się z ekranu telewizora, więc jeśli jesteście miłośnikami filmów kung fu klasy B, czy podobnie jak mi, Waszemu wchodzeniu w wiek nastoletni towarzyszył Bruce Lee, to poczujecie się jak w domu.

Sleeping Dogs - Klub 2

Rzadkie przypadki, gdy Wei korzysta a broni palnej również są w miarę przyzwoicie zrobione – brak jest autoaimingu, co mi zupełnie nie przeszkadzało, ale delikatną inspirację Johnem Wu i Matrixem twórcy przemycili. W Sleeping Dogs możemy bowiem wyskoczyć zza osłony i spowolnić czas by w sposób umożliwiający nam spokojne zdjęcie kilku skalpów.

Sleeping Dogs - Strzelanie

Cała reszta rozgrywki to klasyka gatunku – rozbijanie się furami, aktywności poboczne, wyścigi, randki i … karaoke. Niestety każda z tych aktywności jest średnio wykonana – model jazdy jest średni (i nawet nie chodzi tu o fakt, że jeździmy po lewej stronie), randki polegają na jednorazowym spotkaniu z dziewczyną, pośpiewaniu na karaoke, obiciu kilku mord, a wyścigi sprowadzają się do wyboru odpowiedniego pojazdu, którym odskoczy się wszystkim rywalom. Najgorsza jednak jest aktywność poboczna polegająca na oczyszczaniu kwadaratów zajętych przez Triadę (aktywność „policyjna”) – polega ona w skrócie na powtarzaniu 20 razy (sic!) schematu: przybycie na miejsce-obicie mordy bandziorom-shakowanie kamery-udanie się do domu-na materiale wideo ze shakowanej kamery wskazanie szefa. I tak w kółko – można cholery dostać z tej monotonni. Delikatne humorystyczbe akcenty wprowadza karaoke, które w skrócie jest kalką z Guitar Hero – całość sprowadza się do trafienia w przesuwające się linię.

Sleeping Dogs - KaraokeJak więc widzicie w tej piaskownicy nie za bardzo jest co robić. Tym bardziej dziwne, że całość potrafi naprawde przykuć do konsoli. Gdy  przebrniemy bowiem przez wszystkie wady Sleeping Dogs i zaczniemy sie całkiem nieźle bawić, dojdziemy do wniosku, że wbrew pozorom gra ma sporo głębi. Ja na ten przykład grałem siedząc na L4 w domu i doszedłem do takiej wczuwki, że w pewnym momencie skręciłem w lewo jadąc pod prąd 😉

Sleeping Dogs - Parkowanie

Jak na w miarę współczesną grę przystało Sleeping Dogs daje szczątkowy model rozwoju postaci. Wei definiowany jest przez 4 „dzrzewka umiejętności” – reputację („szacun na dzielni”), umiejętności Triady, umiejętności Policji i umiejętności walki. Pierwszą z nich rozwijamy za pomocą wykonywania misji pobocznych i głównych – im więcej zdziałamy na kwadracie, tym jest o nas głośniej, co przekłada się na określone korzyści, z których najważniejszą jest zniżka 40% na zakupy.

Umiejętności Triady i Policji rozwijamy wykonując misję przeznaczono dla każdej z frakcji. Każda taka misja podlega ocenie – żeby zdobyć  maksymalną zdobycz punktową (a co za tym idzie XP) w drzewku policyjnym, musimy zachowywać się jak na stróża prawa przystało – każda kolizja podczas misji policyjnej, czy zranienie cywila skutkuje bolesnym odebraniem punktów. Odwrotnie w drzewku Triady – w misjach mafijnych musimy być jak najbardziej bezwzględni – im więcej strzałów w głowe lub widowiskowych wykończeń, tym więcej punktów na naszym koncie.

Osobną kategorią jest wspomniane już wcześniej drzewko walki. Z początku bowiem Wei zna tylko podstawowe ruchy kung fu – żeby poznać coś więcej trzeba się nalatać i odnaleźć 11 nefrytowych statuetek – każda z nich to jedna umiejętność. Zdecydowanie warto je zbierać gdyż niektóre walki naprawdę potrafią dać w kość i nie ma w nich czego szukać z podstawowych zestawem umiejętności.

Ostatnią charakterystyką jaką możemy rozwinąć jest zdrowie. Jako, że brak tutaj klasycznych apteczek (zdrowie możemy odnawiać wyłącznie ładując pasek adrenaliny w walce) warto dbać o wysoki poziom paska życia. W tym celu musimy odnaleźć 45 kapliczek zdrowia rozsianych po mieście – co każde 5 otrzymamy +10% do zdrowia.

Sleeping Dogs - Billboard

Fabularnie Sleeping Dogs nie stoi na wybitnie wysokim poziomie – najprościej porównać ją do filmów sensacyjnych klasy B z lat 80-tych i 90-tych jakich było wiele. Jest to klasyczna gangsterka opowieść z zemstą w tle. Mimo to, twórcy doskonale bawią się tą konwencją, przez co spokojnie można śledzić wątek fabularny bez zbędnego zgrzytania zębami. Bardzo dobrym ruchem było zatrudnienie drugiej ligi aktorskiej do odegrania ról głównych bohaterów – m.in. Will Yun Lee (Wei Shen), Kellu Hu (Jane Teng), Robin Shou (Liu Kang z filmu Mortal Kombat grający tu Conro Wu). Lucy Liu (Vivienne Lu), Emma Stone (Amanda Cartwright) i wielu innych.

Sleeping Dogs - Randka

Sleeping Dogs: Definitive Edition wyposażona jest również w dwa duże DLC jakie wydane zostały do podstawki. Są to Koszmar w North Point i Year of The Snake. Pierwszy z nich zapoznaje nas z chińskimi wierzeniami odnośnie życia pozagrobowego i pozwala zmierzyć się z dawnym członkiem Sun On Yee, którego dawni przyjaciela przemielili przez maszynkę i dodali do karmy dla kotów. Drugi z kolei rzuca Weia w sam środek próby zamachu terrorystycznego przeprowadzonego z okazji chińskiego nowego roku. Przejście obu paczek nie zajmuje zbyt wiele czasu, a dodatkowo nie są zbyt zajmujące – ot taka zwyczajna zapchajdziura.

Podsumowując, przygoda ze Sleeping Dogs: Definitive Edition nie dostarczy Wam jakiś spektakularnych fajerwerków – jest to bardzo solidny średniak i czas z nim nie będzie stracony – będziecie się dobrze bawić, ale zapomnicie o niej jakieś trzy tygodnie po przejściu. Zakupić można ją jednak wyłącznie na solidnej wyprzedaży (podobnie jak ja to uczyniłem – nie żałuje ani jednego z 30 zł jakie przeznaczyłem na ten tytuł 😉 )


Copyright © 2018 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.