Padem o ścianę

Śródziemie: Cień Wojny – Recenzja

Paweł Jastrzębski

Śródziemie: Cień Mordoru to jedna z lepszych gier w jakie grałem na początku przygody z Xbox One – gra urzekła mnie praktycznie w każdym aspekcie i z miejsca stała się jedną z ulubionych gier z otwartym światem. Tym bardziej czekałem z niecierpliwością na kontynuację. Niestety wychodzi na to, że hasło bigger, better and more badass nie zawsze działa.

Śródziemie Cień Wojny zostało pierwotnie zapowiedziane w lutym 2017 r., z datą premiery na sierpień 2017 r. Jak się jednak okazało daty tej nie udało się dotrzymać i ostatecznie gra zadebiutowała 10 października 2017 r. na Xbox One (ze wsparciem dla Xbox One X), PC i PS4. Spotkała się z bardzo przyzwoitym, ale nie rewelacyjnym odbiorem (jej średnia na metacritic, to 80 punktów).

Fabularnie gra jest bezpośrednią kontynuacją Śródziemie: Cień Mordoru – jej akcja zaczyna się bezpośrednio po wydarzeniach z pierwszej części, gdy Talion do spółki z Celebrimborem wykuwają swój pierścień, by ostatecznie powstrzymać Saurona. Szybko jednak ich dzieło wpada w ręce Sheloby, a nasz dzielny duet udaję się do oblężonego przez armię Czarnego Władcy Minas Ithil, ciągle jednak mając w tyle głowy konieczność odzyskania pierścienia. Nie zdziwi Was pewnie fakt, że oblężenie Minas Ithil stanowi de facto prolog, w którym zapoznajemy się z mechaniką gry i różnymi zdolnościami, zanim odzyskamy pierścień i zaczniemy właściwą grę, w której celem jest ostateczne rozprawienie się z Sauronem. Więcej pozwolicie o fabule nie będę pisał – mimo, że nie jest ona porywająca, a w wielu punktach stanowi gwałt na pamięci  Tolkiena, lepiej jednak odkrywać ją samodzielnie.

Shadow of War - Pomnik

Sama gra jest bardzo zbliżona do pierwszej części – w dalszym ciągu jest to action-RPG rozgrywający się w otwartym świecie. Ci co grali w jedynkę z miejsca poczują się jak u siebie – oczywiście jak już wyjdą z pierwszego szoku. Jak zapewne pamiętacie w Shadow of Mordor (podobnie zresztą jak tutaj) duża rolę odgrywa system Nemesis, który w dużym skrócie (więcej o nim później) pozwala na przejmowaniu władzy nad orkami i wcielaniu ich w szeregi swojej armii. W pierwszej części czyniliśmy to bez problemu i bez żadnego „wspomagania”. W Shadow of War okazuje się, że potrzebujemy do tego Pierścienia – głupota straszna i pierwszy zonk. Kiedy jednak prolog się skończy i pierścień ponownie znajdzie się na naszym palcu zostajemy rzuceni na w pierwszy z czterech pozostałych regionów, w którym rozpoczniemy budowę własnej armii i przejęcie regionu z rąk orków.

Przejmowanie regionu jest do bólu schematyczne – wchodząc w pogląd systemu Nemesis możemy podejrzeć kto jest kim w armii wroga i z kim ma powiązania. Pomagają w tym kapusie, którzy za odpowiednią zachętą zdradzą nam tożsamość oraz słabe i mocne strony poszczególnych orków. Potem musimy jedynie zwerbować na swoją stronę co ważniejszych kapitanów i dowódców by następnie rzucić wszystkie swoje siły na zarządce twierdzy. Gdy już uda nam się podbić twierdzę, osadzamy w niej swojego zarządcę i tym samym podbijamy cały region. W konsekwencji otrzymujemy także dostęp do specjalnej areny w której możemy rzucić nasze orki do walki, by trochę je podexpić. Niestety na wynik walki nie mamy żadnego wpływu (oprócz wybrania odpowiedniego orka). Dla mnie obserwowanie jak dwóch połgłówków się tłucze było średnio zajmujące, więc moja armia w żadnym z regionów nie była jakoś specjalnie mocna.

Shadow of War - Nemesis

To czym urzekł mnie Shadow of Mordor to rozgrywka będąca niemalże połączeniem Assassin’s Creed (w kwestii otwartego świata i „dowolności”) i Batman: Arkham Asylum (w kwestii walki). Nie inaczej jest w Shadow of War z tą różnicą, że walka straciła na lekkości. Twórcy, chcąc hołdować zasadzie bigger, better and more badass zarzucają nas czasami taką ilością wrogów, że widowiskowa walka jest utrudniona. Nie pomaga także kamera, która kilka razy umiejscowiła się w taki sposób, że straciłem Taliona z pola widzenia. poza tym jest ona niemalże identyczna jak w pierwszej części. W dalszym ciągu możemy mniejsze grupki przeciwników pokonać kontrując ciosy w odpowiednim momencie, a po naładowania paska skorzystać z ciosów specjalnych, odpalonych kombinacją przycisków (A+B, X+Y, A+X i B+Y), za pomocą których dokonamy egzekucji, dokonamy bojowego wyssania (by np. podreperować sobie życie), czy też zaatakujemy obszarowo.

Shadow of War - Skupienie

Powraca także łuk, który dzierży Celebrimbor, a także zwolnienie czasu, przy celowaniu (przynajmniej tak długo jak naładowany jest pasek skupienia). Nowością w tym aspekcie jest możliwość skorzystania ze skupienia podczas skoku.

Pewną dozę personalizacji naszej walki zapewniają nam klejnoty, które możemy wprawić w miecz/sztylet/zbroje/płaszcz/pierścień/łuk. W zależności jaki kolor klejnotu wybierzemy (czerwony, zielonym, biały) będzie miał on inne właściwości po wprawieniu w dany sprzęt. Ja postawiłem na klasykę – klejnoty zapewniające większe obrażenia wprawiłem w miecz, a te zapewniające więcej punktów życia wprawiłem w zbroje, ale możecie nimi żonglować niemalże dowolnie – w zależności od stylu gry.

Shadow of War - Wendetta Online

Jak na grę w otwartym świecie w Shadow of War nie mogło zabraknąć znajdziek. Oprócz tak oczywistych rzeczy jak porozrzucane wszędzie gondorskie pamiątki, mamy fragmenty elfich słów, które służą nam do otwarcia umieszczonego w każdym regionie Skarbca, wspomnienia Szeloby. Umieszczone są one na całej mapie, a najprostszy sposób, by je odnaleźć to wdrapanie się na wieżę i przejęcie ich dla siebie.

Shadow of War - - Podbój

Każdy z regionów zawiera także wspomnienia Celebrimbora z jego poprzedniej wyprawy do Mordoru – przybierają tutaj one formę wyzwań, w których kierując elfim władcą musimy spełnić określone wymagania – są one jednak na tyle sztampowe i wtórne, że tylko wrodzone poczucie porządku i pragnienie wyczyszczenia całej mapy kazało mi je wykonywać. Pomysł bardzo fajny, ale zdecydowanie gorzej z wykonaniem.

Shadow of War - Balrog

Niestety w Shadow of War twórcy w moim odczuciu przekombinowali z wielkością świata, a po macoszemu potraktowali jego zapełnienie – po wyzwoleniu dwóch regionów zupełnie nie chce się wykonywać dokładnie tych samych czynności by wyzwolić kolejny. Regiony tak naprawdę niczym się nie różnią (oprócz warstwy graficznej), a zmuszenie nas do skakania między jednym a drugim w niektórych misjach podocznych może doprowadzić do szału.

Shadow of War - Celebrmbor

To co jednak najbardziej mnie zirytowało w Shadow of War to gwałt dokonany przez twórców na literackim pierwowzorze. Już pomijam Szelobę, której urody mogłaby pozazdrościć Yennefer. Ale cała reszta fabularnych twistów powoduje zgrzyt zębów każdego fana prozy Tolkiena – pozwolicie, że nie będę ich Wam zdradzał, ale przypomnijcie sobie moje słowa jak dojdziecie do końca gry. U mnie zaburzyło to całkowicie odbiór gry, do tego stopnia, że zupełnie nie czułem potrzeby wykonywać Shadow Wars – czyli coś w stylu endgame’u, w którym bronimy naszych twierdz – jedyne na co miałem ochotę to skasować tę grę z dysku i nigdy więcej jej nie widzieć – nawet zapowiedziane dodatki mnie nie przekonują. Także jeśli jesteście fanami książkowego pierwowzoru, to czujcie się ostrzeżeni.

Shadow of War - Duch

Słowo wypada powiedzieć także o kontrowersyjnych mikropłatnościach, które tyle krwi napsuły przed premierą (do tego stopnia, że będą one dostępne tylko do lipca – potem twórcy wycofują je z gry). Otóż są one … nijakie. Podczas całej rozgrywki nie skorzystałem z lootboxów (nawet tych dostępnych do kupienia za walutę zdobywaną w grze) ani razu. Jako, że zawierają one m.in. potężniejszych orków czy karty rozkazy dla żołnierzy mogą się one mocno przydawać w Shadow Wars, ale z powodów wymienionych wyżej nie miałem okazji tego uczynić. Także moim zdaniem była to burza w szklance wody i akurat tego nie używałbym jako minusu gry.

Shadow of War - Olog

To co się jednak twórcom udało,  to oprawa audiowizualna – gra na Xbox One X jest naprawdę piękna (nawet na telewizorze FullHD). Wykreowany świat jest szczegółowy, piękny i na tyle zróżnicowany, że czasami warto się zatrzymać i po prostu popatrzeć na widoczki. Jedyny zgrzyt jaki miałem to twarz Taliona, który nie dość, że nie było podobny  siebie z poprzedniej części, to jeszcze wyglądał jak nabotoksowany. Cała reszta to jednak aktualna pierwsza liga.

Podsumowując – pomimo całego narzekania jakie z siebie wylałem w poprzednich akapitach MiddleEarth Shadow of War nie jest grą złą. Mało tego – nie jest nawet przeciętną.  Zdecydowanie nie jest to jednak gra roku ani nawet kandydat to takowej. To całkiem dobra gra, która cierpi na kilka odrzucających mechanik  i niestety nie dorasta do oczekiwań jakie miałem po pierwszej, absolutnie rewelacyjnej, części.  Fabularne rozwiązania i ogólna powtarzalność działań, sprawiają jednak, że w moim prywatnym rankingu znajdzie się gdzieś w środku stawki – a szkoda, bo potencjał była naprawdę wysoki. W Shadow of Mordor twórcy pokazali, że potrafią stworzyć przyjemną i spójną z wielkim światem grę – tutaj zdecydowanie przegięli i „coś” im nie wyszło. Jeśli jednak nie jesteście jeszcze rozpieszczeni przez Assassin’s Creed Origins a Wasze uwielbienie do Tolkiena kończy się na obejrzeniu filmowych trylogii, to możecie bawić się bardzo przyjemnie.

*Gra zakupiona ze środków własnych


Copyright © 2018 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.