Padem o ścianę

Valiant Hearts: The Great War – Recenzja

Paweł Jastrzębski

Ostatnio cierpiałem na deficyt gier AAA, więc oczy swe zwróciłem ku zalegającym na dysku mniejszym produkcjom. Wybór padł na pierwszowojenne Valiant Hearts: The Great War. Moje oczekiwania wobec tej gry były zerowe – okazało się jednak, że w grę zawierającą tak silny ładunek emocjonalny nie grałem od wieków.

Valiant Hearts: The Great War powstało w oddziale Ubisoftu mającym swoją siedzibę w malowniczym Montpellier. Zadebiutowała w czerwcu 2014 r. na Xbox 360, Xbox One, PC, PS 3, PS 4, a następnie także na Androida i iOS. Od debiutu zebrało bardzo dobre recenzję, a obecnie jej średnia na metacritic dla Xbox One wynosi 81 punktów. Gra powstała na podstawie prawdziwych listów żołnierzy z frontów pierwszej wojny światowej, co wpływa na autentyczność przedstawianej historii. Gra została również doceniona na prestożowych Games Award, gdzie zdobyła nagrody w kategorii „Best Narrative” i „Games for Change„.

Fabułą gry ropoczyna się w 1914 r., gdy po zabójstwie austrowęgierskiego arcyksięcia rozpoczęła się I Wojna Światowa. Fabułę śledzimy z perspektywy czterech postaci – francuskiego farmera Emile’a, siłą wcielonego do armii, jego zięcią niemca Karla, któy po deportacji z Francji zmuszony jest dołączyć do niemieckiej armii, Freddiego – amerykanina dołączającego na ochotnika do aliantów i Anny – belgijskiej lekarki, starającej się uratować jak największą liczbę istnień ludzkich. Oprócz wspólnych przeżyć te postacie połączone są także przez psa Walta.

Valiant Hearts 3

Fabuła prowadzona z perspektywy tych czterech osób przeprowadza nas przez cały konfilkt zbrojny, rzucając nas z miejsca na miejsca i z frontu na front. Dzięki narratorowi, który przybliża wydarzenia na ekranie czujemy się niemalże jak na filmie – tylko takim na który mamy spory wpływ. Historia nie jest zbyt powalająca i skomplikowana i składa się tak naprawdę z „małych spraw”, ale przez to jest autentyczna – nie chodzi tu o uratowanie świata, czy samodzielne wygranie wojny. Emile, próbuje przeżyć i odnaleźć swojego niemieckiego zięcia, Karl, próbuje przedostać się przez francuskie ziemie by połączyć się ze swoją żoną, Anna stara się wydostać ojca z niemieckich łap. W tym wszysktim niejasne są intencję Freddy’ego, którego motywacją zdaje się być po prostu ujście tłumionej przez lata wściekłości.

Valiant Hearts 6Gameplayowo gra jest prosta jak zwoje mózgowe polityka – jest to klasyczna platformówka 2,5D, w której poruszamy się głównie w lewo starając się rozwiązać proste zagadki logiczne (ale takie naprawde proste – dla pięciolatków). Zagadki polegaja generalnie na kilku schematach – odwrócenie uwagi żołnierzy, przesunięcie wajchy, znalezienie wajchy itp. W wielu zagadkach pomoże nam wspomniany wcześniej Walt, który przyniesie przedmiot niedostępny dla naszej postaci, odwróci uwagę strażników, byśmy mogli zajść go od tyłu i pozbawić życia ciosem w łeb itp. Pewnym urozmaiceniem są misję „taksówkowe”, podczas których sterujemy samochodm i omijamy przeszkody. Przypomina to trochę „gry” wyścigowe na urządzeniach przenośnych z lat 90-tych (takich na których główną grą był tetris). Nie jest ich dużo (raptem trzy), ale z racji swojej szybkości przyjemnie urozmaicają poważny ton pozostałych rozdziałów.

Valiant Hearts 7

Sama rozgrywka jest jednak tylko tłem do tego, o co naprawdę w tej grze chodzi – przedstawienia okrucieństwa wojny. A czyni to w sposób niesamowicie angażujący gracza i emocjonalny. Sprawia to głównie użyta w grze muzyka i tempo gry, które jest bardzo wolne i sprzyja poznaniu historii. Dodatkowo, każdy rozdział zaczyna się od możliwości przeczytania tła historycznego, przygotowanego we współpracy z Mission Centenaire 14-18 i Apocalypse World War I (kanał National Geographic), które zapewniły hitoryczną autentyczność tego tła. Dobre słowo wypada w tym miejscu powiedzieć o polskich tłumaczach, którzy świetnie przetłumaczyli każdą ciekawostkę.

Valiant Hearts 5

Dużo dobrego robi także grafika, która oparta jest na silniku Ubi Art Framework, znanym z Raymana. Tym razem kolorowe tła ustąpiły miejsca ponurej wojennej rzeczywistości – wszechobecna szarość rewelacyjnie kontrastuje z błotem, krwią i zalegającymi ciałami naszych towarzyszy w okopach. Nawet fragmenty rozgrywające się poza frontem posiadają bardzo ciężki kilmat. Okrucieństwo wojny widoczne jest w każdym kadrze, w każdym czytanym tle histyrycznym, czy znalezionym przedmiotem.

Valiant Hearts

Odnosząc się do wspomnianych wcześniej nagród dla Valiant Hearts, to chyba nigdy aż tak bardzo się nie zgadzałem z jurorami – ta gra ma zdecydowanie najlepszą narrację jaką spotkałem w grach – ordynarnie ryje beret i nie pozwala o sobie zapomnieć długo po ukończeniu. Opowiadana historia nie dość, że jest interesująca i realistyczna, to jeszcze przedstawiona jest w taki sposób, że nie sposób kibicować naszym postaciom.

Valiant Hearts 2

Valiant Hearts: The Great War nie jest długą grą – ukończycie ją w mniej niż 10 godzin, zdobywając pryz tym dosyć łatwe 1000 GS, ale nie o to w niej chodzi. W dobie tytułów w których wojna jest tylko pretekstem do wybijania coraz to większej grupy bezpłciowych cyfrowych postaci, tu dostajemy wojnę pokazaną z perspektywy zwyklych ludzi i obserwujemy jaki wpływ mają na nie traumatyczne wydarzenia. To cudowna opowieść o przyjaźni, lojalności i patriotyźmie. Gwarantuje Wam, że jeśli dacie jej szansę, to napewno się nie zawiedziecie – Valiant Hearts potrafi wycisnąć łezkę z oczu najtwardszego gracza, który w innych produkcjach bezrefleksyjnie ukatrupia hordy wrogów. Po jej ukończeniu długo wpatrywałem się w ekran, próbując dojść do siebie i zrozumieć co tak naprawdę przed chwilą widziałem. Przy okazji spokojnie możecie ją pokazać babci, która uważa, że „komputer to zło” jak i zagrać z młodszym rodzeństwem – rewelacja w każdym calu i naprawdę innowacyjna i nietypowa produkcja – zagrać musicie koniecznie.

Valiant Hearts 4


Copyright © 2021 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.