Padem o ścianę

Wolfenstein 2: The New Colossus – Recenzja

Paweł Jastrzębski

MachineGames za sprawą Wolfenstein: The New Order przywróciło wiarę w powodzenie FPS-ów nastawionych na rozgrywkę singlową. W Wolfenstein 2: The New Colossus, kontynuują ten marsz.

Pierwsze wzmianki o powstawaniu kontynuacji Wolfenstein: The New Order pochodzą z 2015 r., z … Dzień Dobry TVN. Wygadała się wcielająca się w Ani Oliwa Alicja Bachleda Curuś. Oficjalna prezentacja miała jednak miejsce dopiero na targach E3 w czerwcu 2017 r., a jej premiera odbyła się 27 października 2017 r. na Xbox One, PS4 i PC. Gra zebrała bardzo przyzwoite recenzję – jej średnia na metacritic, w wersji na Xbox One, wynosi bardzo dobre 87 punktów.

Wofenstein 2: The New Colossus jest bezpośrednią kontynuacją, wydanego w 2014 r. Wolfenstein: The New Order, który jak może pamiętacie kończył się wybuchem bomby atomowej i wielce prawdopodobną śmiercią Blazko. Jak się jednak okazuje atomówka to za mało na takiego twardziela jak B.J. – zostaje on wyciągnięty przez swoich przyjaciół i położony do łóżeczka, celem rekonwalescencji, na pokładzie łodzi podwodnej Eva’s Hammer. Nie jest jednak Blazkowiczowi dane spokojnie dokończyć procesu dochodzenia do zdrowia – statek zostaję zaatakowany przez żądną zemsty Frau Engel, a Blazko musi ponownie stanąć do walki. Choć słowo „stanąć” jest trochę na wyrost. Początkowy etap to tak naprawdę eksterminacja Niemców z wózka inwalidzkiego. Okazuje się bowiem, że bombka atomowa zostawiła na Blazko ślad i nawet on odczuwa skutki jej wybuchu 😉 W każdym razie B.J. z pomocą będącej w ciąży Ani, kilku innych członków oporu, a także kombinezonu należącego uprzednio do Caroline Becker, odpierają atak, co tak naprawdę zaczyna nam grę.

Wolfenstein 2: The New Colossus - 1

Fabuła Wolfenstein 2: The New Colossus toczy się wokół prób rozpalenia iskry oporu w amerykańskim społeczeństwie, które pozostaje po wieloletnią okupacją niemiecką. W tym celu cała ekipa przeprowadza desant na amerykańską ziemię i powoli wyrywa z rąk niemieckich serca ludzkości. Pomagają w tym członkowie lokalnego ruchu oporu, których najpierw trzeba przeciągnąć na swoją stronę. Nie chcę Wam z dużo zdradzać fabuły, bo mimo, że prosta jak konstrukcja cepa, to jednak warto ją samemu odkrywać. Powiem tylko, że nie dość, że zabierze nas w przeszłość Blazkowicza, to jeszcze ponownie opuścimy Ziemię. Ale to już musicie sami odkryć.

Wolfenstein 2: The New Colossus - 2

Rozgrywkę w Wolfenstein 2: The New Colossus można podzielić na dwa etapy. W pierwszym Blazko utrzymywany jest przy życiu i jako takiej sprawności dzięki kombinezonowi bojowemu. W tym etapie poziom naszego życia nie przekracza 50pkt, za to zbroję możemy „podciągnąć” do 200pkt. charakteryzuje się on też marudnym, humorzastym Blazko, który zdaje sobie sprawę, ze swoich ograniczeń, a także faktu, że długo na oparach nie pociągnie. Stara on się jedynie zostawić jak najlepszy świat dla swoich nienarodzonych dzieci, nie dbając za bardzo o siebie. Drugi etap, to już Blazko w pełni sił fizycznych i psychicznych (w jaki sposób, musicie sami dojść), który sieje zniszczenie i rzuca one-linerami. Zdecydowanie przyjemniejszy jest ten drugi etap, ale pierwszy także ma swoje zalety.

Wolfenstein 2: The New Colossus - 3

Sama rozgrywka w Wolfenstein 2: The New Colossus  nie różni się zbytnio od tej z The New Order. W dalszym ciągu jest to festiwal rozwałki, krwi i latającej tu i ówdzie tkanki mózgowej. W dalszym ciągu mamy zamknięte lokację, przez które musimy przedrzeć się z punktu A do punktu B, po drodze wycinając w pień żołnierzy fuhrera. Podobny również jest schemat z dowódcami, którzy potrafią wszcząć alarm, czym znacznie utrudniają nam walkę. Jeśli więc nie chcemy się zmierzyć się z przeważającymi siłami wroga, dobrym pomysłem jest w pierwszej kolejności cichaczem sprzątnięcie dowódców, zanim zdążą wszcząć alarm. Nowością jest fakt, że martwi dowódcy pozostawiają po sobie kody Enigmy, które możemy odcyfrować na pokładzie statku, co wskaże nam lokację uberdowódcy. Myk ten służy za misję poboczne i zgrabnie wydłuża rozgrywkę.

Wolfenstein 2: The New Colossus - 4

Cała zabawa jednak jest do bólu sztampowa i ci z Was, co grali w poprzednią część, z miejsca poczują się jak w domu. Rozgrywka (rozwałka?) jest szybka i mięsista, aczkolwiek nie można jak w Doom-ie przeć przed siebie w pieśnią na ustach – kilka strzałów w głowę nawet Blazko ostudzi. Sprawia to, że zabawa jest bardzo wymagająca i satysfakcjonująca.

Wolfenstein 2: The New Colossus - 5

To, co zdecydowanie pomaga w eksterminacji Niemców, to zróżnicowany arsenał, który dodatkowo możemy modyfikować, za pomocą znalezionych części broni. Powraca możliwość dzierżenia dwóch broni na raz (w tym także dwóch broni różnego rodzaju) co zwiększa naszą siłę ognia i (nie oszukujmy się) zabawę. Podobnie jak w poprzedniej części, możemy postawić na przymus bardziej bezpośredni i widowiskowo ubić wroga za pomocą toporka – animację egzekucji są niezwykle widowiskowe i brutalne.

Wolfenstein 2: The New Colossus - 6

Nowością w grze są także usprawnienia samego Blazko. Początkowo wybieramy jedno z trzech ulepszeń – orteza nóg umożliwiająca dostanie się do wysokich miejsc, wzmocnienia barków, umożliwiające taranowanie słabszych ścian i wrogów, a także modyfikacja torsu, umożliwiająca dostęp do małych przestrzeni. Niezależenie do tego, co wybierzecie, możecie zdobyć pozostałe w misjach uberdowódców. Każde z tych usprawnień otwiera nowe drogi, którymi możemy dostać się do pożądanego miejsca.

Wolfenstein 2: The New Colossus - 8

Warto słowo poświęcić także bohaterom niezależnym – Ci mówiąc kolokwialnie, robią robotę. Pomijając znanych z pierwszej części Anię (ponownie świetna rola Alicji Bachledy Curuś) i Fergusa mamy także kilka nowych, z których wyróżnić trzeba Grace Walker – zafiksowaną na punkcie wolności afroamerykankę, zwolennika teorii spiskowych Super Spesha czy komunistę Hortona Boone’a. Każdy z nich odgrywa jakąś rolę w grze. Osobiście jednak najlepiej oceniam Anię, która mimo, że jest w bliźniaczej ciąży, to nie waha się stanąć w pierwszej linii frontu.

Wolfenstein 2: The New Colossus - 7

Graficznie Wolfenstein 2: The New Colossus stoi na bardzo wysokim poziomie. Już pierwsza część była graficzną czołówką, ale w drugiej twórcy przeszli samych siebie. Gra wykorzystuje moc Xbox One X, ale na „zwykłym” telewizorze Full HD również wygląda bardzo dobrze. Duże wrażenia zrobiły na mnie lokację, które nie dość, że zróżnicowane (Roswell, zniszczony Manhattan, Nowy Orlean itp) to jeszcze perfekcyjnie przygotowane.

Podsumowując Wolfenstein 2: The New Colossus, to godny następca świetnej pierwszej części i jedna z lepszych gier w jakie grałem w 2017 r. Gra jest praktycznie pozbawiona większych wad – trzeba być bardzo czepliwym, by się do czegoś się przypierniczyć. Jest to pozycja obowiązkowa dla każdego fana strzelanek, zmęczonych tradycyjnymi shooterami w stylu kolejnego CoD-a czy BF-a i światełko w tunelu dla miłośników gier singlowych. Mocno liczę na szybkie ogłoszenie prac nad kolejną częścią, która mam nadzieję, szybko powstanie.


Copyright © 2018 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.