Padem o ścianę

Xboxowy system seller ? Titanfall

Paweł Jastrzębski

Ukończyłem niedawno pewien etap gry w Titanfalla (m.in. ukończyłem obie kampanie ?fabularne? i doszedłem do 50 poziomu doświadczenia), po którym  z czystym sumieniem mogę pokusić się o jego ocenę. Wiadomym jest, że gry stricte multiplayerowe mają specyficzny charakter i ciężko mówić o ich ukończeniu, niemniej jednak ilość godzin spędzonych zarówno w mechu jak i na piechotę uprawniają mnie w moim przekonaniu, by potraktować Titanfalla jako szóstą ukończoną grę w tym roku. Nie oznacza to oczywiście odłożenia płyty na półkę, bo gra jest świetna i zostało mi jeszcze masę rzeczy do zrobienia.

Sama gra jest w sumie typowym futurystycznym FPS-em, nastawionym na ciągłą i bardzo szybką walkę. Fabuła niby jakaś jest, ale nikt nie udaje, że jest ona tylko i wyłącznie po to, by można było stworzyć dwie strony konfliktu. Podstawowa gra daje nam 15 map i 5 trybów rozgrywki. Tryby są do bólu standardowe Attrition-Team Deathmatch, Capture the Flag, Hardopoint Domination-King of the Hill, Pilot Hunter ? wariacja Attrition i Last Titan Standing ? Deatchmatch w mechach z jednym życiem na rundę), ale dają sporo frajdy.

Mapy są bardzo ciekawe i zróżnicowane ? ciężko znaleźć dwie podobne. Są przy tym świetnie zbalansowane ? nie są za duże do poruszania się na piechotę ani za małe jak steruje się Tytanem. Ciekawym pomysłem jest również wyposażenie pilotów w jetpacki, które umożliwiają wyższe skoki, a także bieganie po ścianach ? dzięki temu łatwo się można dostać na dachy budynków, co sprawia, że trzeba zwracać uwagę nie tylko na to co naokoło Ciebie, ale także nad Tobą. Zdarza się tak, że gonisz kolesia, która za rogiem wskakuje na dach i pruje do Ciebie z miejsca, o którego istnieniu nawet nie wiedziałeś ;)

Gra się w trybie 6v6, co może samo w sobie nie jest dużą liczbą (moim zdaniem większa liczba spowodowałaby chaos, jakby wszyscy wsiedli do Tytanów), ale dochodzi mięso armatnie sterowane przez AI, na których taki multiplayerowy gamoń jak Ja może podbić trochę statystyki Dzięki temu unika się frustracji gdy 13-sto latek spuszcza Ci łomot-bo zawsze jest na kim się wyżyć i naprawdę ciężko zostać na koniec meczu z zerowym dorobkiem (oczywiście zabicie pilota czy Tytana jest więcej warte).

Najważniejszym ficzerem gry są właśnie Tytany. Na początku meczu każdy gracz zaczyna na piechotę (chyba, że ma specjalną kartę, ale o tym innym razem), po upływie określonego czasu (który można skrócić poprzez zabijanie wrogów) dostajemy możliwość wezwania Tytana, którym może sterować AI (i robi to całkiem nieźle) lub do którego można wsiąść i samodzielnie kierować. Tytanów jest w sumie trzy rodzaje (szybki, ale słaby Strider, średni Atlas i mocny ale wolny Ogr), a oprócz tego można go samodzielnie ?personalizować? poprzez zmianę uzbrojenia głównego i pomocniczego, umiejętności specjalneg itp. Fajne jest to, że będąc pilotem nie jest się całkowicie bezbronnym w starciu z tytanem. Oprócz posiadania specjalnej broni anty-tytanowej, można wskoczyć mu na grzbiet (m.in. za pomocą wspomnianych jetpacków) i usiec go z grzbietu. Także i tu widać pracę jaką twórcy włożyli w balans.

Titanfall jest grą, która ma małe szansę by się szybko znudzić. Twórcy nonstop pracują nad łatkami i balansem i o dziwo większość poprawek przypadło mi do gustu. Wypada mi też pochwalić Microsoft za zaklepanie sobie tego tytułu jako konsolowego exclusive?a. Gra ma bowiem szansę stać się tym dla Xbox One, czym dla Xbox 360 było Gears of War ? prawdziwym system sellerem. Podsumowując polecam wszystkim posiadaczom obu maszynek Microsoftu.


Copyright © 2018 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.