Padem o ścianę

Czy Game Pass popsuje branżę grową?

Gordon

Na papierze wszystko wygląda super – jeden, stosunkowo niski, abonament, za który otrzymujemy dostęp do ponad setki gier. Genialne! Co może pójść nie tak?

No właśnie? Co? Czego ten Gordon się znowu przyczepił?

Dobra, zacznijmy od początku. W Game Pass dostajemy dostęp do setki gier (w uproszczeniu). Płacimy za niego 40zł miesięcznie, czyli twórca gry dostaje z tego 40gr* (też uproszczenie). Normalnie taka gra w sklepie xboxa kosztowałaby minimum kilkanaście złotych. Więc gdzie tutaj zarobek dla dewelopera? Oczywiście chodzi o efekt skali. Ile osób kupiłoby indyka w sklepie vs. ile osób „kupi” go w Game Pass. Przy tanich i niezbyt rozbudowanych grach jest to więc sytuacja gdzie wszyscy wygrywają. Ale co z dużymi grami? No więc właśnie…

Zauważyliście na pewno, że w abonamencie pojawia się coraz więcej dużych gier, które normalnie kosztują po 200-300 zł. Jeżeli taki deweloper również dostaje 40 gr 3zł* z abonamentu (*byłem szczodry, bo rozdzielenie dochodów z Game Pass Microsoft na pewno też robi proporcjonalnie do wartości samej gry, więc te wcześniejsze 40gr też potraktujcie jako maksymalną stawkę), to by gra się „zwróciła” abonament musiałoby kupić minimum ~60 osób. Hmm… tak duże tytuły to zazwyczaj „must-have” dla gracza, więc nawet bez abonamentu by je kupił. A na pewno kupiłoby je więcej osób niż 1 na 60. Gdzie tu jest więc zarobek? Już się domyślacie? Tak. DLC!

W abonamencie dostajemy wersję podstawową gry, lecz wszystkie dodatki do niej już są płatne osobno. W chwili obecnej nie wygląda to źle, bo nawet podstawki są dość rozbudowane i większość użytkowników abonamentu nie myśli o zakupie dodatkowego contentu. I to właśnie jest moim zdaniem zapowiedź problemów.

Ile czasu minie zanim wydawcy wpadną na pomysł, by wydawać jeszcze bardziej okrojone wersje podstawowe, dorzucać je do abonamentu i zarabiać na sprzedawaniu wyciętej zawartości? Jak szybko dojdziemy to momentu, kiedy wersje podstawowe dalej kupowane osobno będą kosztować 200zł („ale spokojnie, możesz ją też dostać w abonamencie”) a w rzeczywistości będą niczym więcej niż wersjami demo prawdziwej produkcji? Przecież niedawno rozdawane było Destiny 2 za darmo, bo, jak to opisał pewien portal – „bez najnowszego dodatku ta gra jest w sumie i tak niegrywalna”.
Czy nie obudzimy się w świecie, gdzie już kompletnie nie będzie darmowych wersji demo w sklepie, a tylko abonament z setką dem?

Muszę powiedzieć, że,  po początkowym zachwycie tą usługą, z coraz większym niepokojem spoglądam w przyszłość. Zwłaszcza, że swoją usługę ma też EA, a wiadomo, jak oni traktują studnie z pieniędzmi portfele graczy…

Po prostu, chciałbym się mylić…


Copyright © 2018 Padem o sciane. Wszystkie prawa zastrzezone.